Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 września 2020

Książę 3 - (nie)doświadczony


Ta historia dotyczy kolegi z dzieciństwa mojego męża (nazwijmy go Niedoświadczonym), którego poznałam najpierw w ich wiosce, a później pracowaliśmy w tym samym hotelu i widywaliśmy się prawie codziennie przez 3 miesiące. Zdarzenia dotyczą niedalekiej przeszłości i na początku chciałam je opisać w następnym roku, gdy wszystko dobrze się rozwiążę, ale niestety zakończyło się dość szybko i tragicznie, więc postanowiłam ku przestrodze innych Księżniczek zabrać się wcześniej do pracy.
Niedoświadczony to niski, ale dobrze zbudowany brunet lat około 26, oczywiście wyglądający na dużo więcej szczególnie z delikatnym zarostem, w eleganckim kelnerskim uniformie. Nie jest w moim typie i ma kilka mankamentów, ale mimo tego podoba się kobietom i kojarzę, że radnkował w moim sezonie. Poza tym ma bardzo porywczy charakter. Został wyrzucony z pracy za bójkę z innym kelnerem.
Dość dobrze go poznałam, bo często wieczorami jeździliśmy razem serwisowym autobusem i czekał ze mną, żebym mogła się bezpiecznie spotkać z moim Księciem, który pracował dalej od nas i dojeżdżał później. W stosunku do mnie był bardzo w porządku. Słuchaliśmy polskiej muzyki, którą lubił i znał od turystów. Podpytywałam go też o rodzinne strony mojego narzeczonego i tak nam schodził czas. Będąc w Polsce zamieniałam z nim kurtuazyjnie parę zdań, gdy zdzwaniał się z mężem na Fb.

Pewnego, ciepłego wieczora, kiedy mogłam spokojnie sprawdzić Messengera, bo Mały Książę już słodko spał, a ja jeszcze nie padałam na twarz, otrzymałam dziwną wiadomość od obcej kobiety z prośbą o kontakt. Komunikat brzmiał dość dramatycznie, więc zrozumiałam, że to coś poważnego i zaczęłam sprawdzać, co to za osoba. Jedynym wspólnym znajomym był właśnie Niedoświadczony. Pierwsze co zrobiłam, to napisałam do niego, o co chodzi. On od razu odpisał, żebym zablokowała tą Panią. Ja oczywiście go nie posłuchałam i nawiązałam kontakt z tajemniczą nieznajomą Niebieskooką Blondynką, a nawet spotkaliśmy się przed naszym wylotem i mąż stwierdził, że bardzo pasują do siebie z Niedoświadczonym.
Szybko okazało się, że Księżniczka jest w ciąży z księciem kelnerem, o czym on nie wiedział i zaczął w międzyczasie flirtować z inną Polką Szatynką. Żeby było śmieszniej - namiary na tę dziewczynę dał mu mój mąż, a w pierwszym spotkaniu z Niebieskooką Blondynką pomagałam ja tłumacząc jakiś miesiąc wcześniej z angielskiego na Polski, gdzie mają się spotkać poza hotelem...
Polka Szatynka od mojego męża była klientką z kebaba, gdzie pracował mój Książę, którą zostawił chłopak, po którym bardzo rozpaczała i potrzebowała odskoczni, więc mój mąż nie wiedząc, że Niedoświadczony się z kimś na poważnie spotyka dał im na siebie namiary. Kiedy zaczęli intensywniej korespondować, to rzadziej odpisywał Niebieskookiej Blondynce, która zorientowała się, że dodał kogoś nowego do znajomych na Fb i napisała najpierw do mnie, a później do Polki Szatynki, co jest na rzeczy. Razem zaczęły podpuszczać Niedoświadczonego i jak wyszło na jaw, że nie jest uczciwy wpadł w furię obwiniając Niebieskooką Blondynkę, że uknuła intrygę. Zreflektował się, gdy się okazało, że będzie ojcem i spotkali się ponownie w realu, żeby wyjaśnić sobie wszystko w 4 oczy.
To były miłe 4 dni. Wziął nawet dodatkowe wolne. Przygotował romantyczną kolację. Zadzwonił do rodziny na wsi przedstawić swoją nową dziewczynę, ale o dziecku nie wspomniał. Poprzednio spotkali się 2 razy, więc nie była to jednorazowa wakacyjna przygoda. Dla jasności, to Niedoświadczony nalegał na randki i oszukał Księżniczkę sporo zawyżając swój wiek, ponieważ ona była od niego starsza i wcale nie poszukiwała przygód. Mówią, że miłość nie wybiera, ale gdyby od początku wiedziała, ile książę naprawdę ma lat, nawet by z nim nie rozmawiała, bo ma córkę niewiele od niego młodszą, do tego piastuje menedżerskie stanowisko w dużej korporacji, więc nie potrzebowała skandalu.
Książę wyczuł, że ma do czynienia z majętną kobietą, a wisi nad nim kredyt, więc kontynuował flirt na Fb podsycając uczucie, dlatego po niespełna miesiącu od pierwszego spotkania Księżniczka wróciła do niego. Bardzo się zaangażowała, a on nie dawał o sobie zapomnieć. Ponadto był miły i opiekuńczy, a ona po przejściach ze swoim ex-mężem tego potrzebowała. Trafił na podatny grunt. Opowiadał, że on wierzy w tylko 1 prawdziwą miłość na całe życie, a do tego myślał, że w takim wieku kobieta nie może zajść w ciążę... Ocieplał wizerunek Kurdów i mieszanych związków pokazując mój przykład, dzięki czemu Niebieskooka Blondynka wiedziała, jak mnie znaleźć (ale czuję do niego złość, że posługuje się moim wizerunkiem przy podrywaniu Polek, bo działa to bardzo sugestywnie). Po trzecim spotkaniu planował już zmianę samochodu Księżniczki, bo mu się kolor i marka nie podobały. A za wysłane na ratę kredytu taty pieniądze kupił trochę alkoholu na „pępkówkę” i wyrobił sobie paszport. Zlikwidował swoje konto na Fb, ale najprawdopodobniej po to, żeby nie musieć dawać tam wspólnych z Księżniczką zdjęć.
Wydawało się, że wszystko zaczyna się układać i może dobrze by się skończyło, gdyby nie różnica wieku, wykształcenia i wybuchowe temperamenty obojga. Taką partnerkę trudno przywieźć do konserwatywnej wioski i przedstawić osobiście rodzicom i sąsiadom. A u Księżniczki po wpadce z Polką Szatynką zaczęły się podejrzenia i awantury o każdą niejasną chwilę milczenia i donosy o rzekomych randkach z turystkami od poznanych pracowników hotelu. Ciągły stres, bariera językowa, upór spowodowały, że Księżniczka wpadła na pomysł przetestowania szczerości uczuć księcia i udała, że poroniła. Książę po tej nowinie przestał się odzywać, a później gdy kłamstwo wyszło na jaw, wściekł się, zablokował niedoszłą żonę we wszystkich aplikacjach, ale po jakimś czasie zmiękł i zaczął nalegać na to, żeby usunęła ciążę (nie zna oczywiście polskiego prawa, a w Turcji aborcja jest legalna bez żadnych powodów do 3-ciego miesiąca...) i że zrobią kolejne, lepsze dziecko, bo to najadło się zbyt dużo stresu...
Księżniczka z tych wszystkich nerwów w końcu naprawdę poroniła, ale nie przesłała księciu zdjęcia wypisu ze szpitala, o który tym razem nauczony doświadczeniem poprosił, więc do tej pory żyje w niepewności. 
Bardzo mi przykro, że tak to się skończyło. Księżniczka była gotowa wychowywać dziecko sama i naprawdę cieszyła się z tej ciąży, bo też mocno zakochała się w Niedoświadczonym. Jestem też pewna, że książę pokochał to dzieciątko. Zaczął nawet kupować ubranka i świętował ze znajomymi tę nowinę. Z drugiej strony obawiał się reakcji rodziny, ponieważ ciąża przed ślubem do tego z dużo starszą rozwódka nie jest tutaj mile widziana, chociaż na pewno wszystko by się ułożyło, bo syn jego wujka (sołtysa wsi) przetarł szlaki w podobny sposób. Nie wiadomo jakby było w Polsce. Rasizm się nasila, do tego najbliższe otoczenie również mogłoby łatwo nie zaakceptować takiego mezaliansu.
Trudno mi powiedzieć, czy to co się stało, to wszystko wina księcia. Kelnerzy to w większości proste chłopaki z wiosek. Ledwo kończą podstawówkę i jak tylko uda im się wyrwać z domu zachłystują się bardziej „zachodnim” życiem w nadmorskich kurortach. Pierwszy raz na żywo widzą na co dzień skąpo odziane dziewczyny, a swój „pierwszy raz” odbywają z prostytutkami. Potem nabierają śmiałości do spotkań z turystkami, a te bardzo często przybywają tutaj tylko w tym celu. A książęta, szczególnie pochodzenia kurdyjskiego, bez prawdziwej ojczyzny, marzą o wyrwaniu się z tego pozornego raju. Ich alternatywa to praca dokąd się da za najniższą krajową (asker maaşı) plus napiwki albo uprawa tytoniu i ślub z wybraną przez rodziców panną, często jakąś kuzynką. Do tego Niedoświadczony nie jest wybitnie bystry. Słabo mówi po angielsku (chociaż wydaje mu się, że jest poliglotą), a po tylu latach pracy kelnera nie awansował nigdy nawet na team leadera. Na tyle na ile poznałam go i to środowisko, nie wydaje mi się, żeby działał wyrachowanie. Z jakiegoś powodu to właśnie tę Niebieskooką Blondynkę poderwał i nagiął fakty, a nie inne turystyki, które były w tym czasie w hotelu.


wtorek, 28 sierpnia 2018

Księżniczka 12 - Czarna Mamba

Historia Księżniczki Beaty zaczęła się rok przed moim przylotem. To był jej pierwszy sezon w Turcji i pierwszy animator-szef, który ją odebrał spod recepcji wziął ją na celownik: „She will be mine”. To nic, że miał narzeczoną Niemkę, z którą potrzebował się hajtnąć, żeby móc wrócić do Niemiec, bo tęsknił za matką, a stracił możliwość legalnego pobytu za granicą.
Beata przy odpowiedniej charakteryzacji, a zna się na tym po kursie makijażu, wygląda jak Turczynka. Ma też dobry gust jeżeli chodzi o ubiór. W każdym sezonie nie mogła opędzić się od adoratorów nie tylko wśród tubylców. Poza tym jest świetnym animatorem, ma dobre podejście do dzieci i dużo talentów m.in. plastyczny, muzyczny, taneczny. Oprócz pracy w mini klubie występowała w wieczornych show i prowadziła fitness latino dance. Taka dziewczyna do tańca i do różańca. ;) Dodam tutaj jeszcze, że jak większość animatorów z Polski była po studiach z Turystyki.
Księżniczka miała chłopaka, z którym zerwała i który robił jej potem koło pióra. Ale nie przejmowała się tym tylko cieszyła życiem. Z szefem animatorów można powiedzieć, że miała burzliwy romans. Wszyscy wiedzieli o nich. Mój mąż także ich zapamiętał. Z resztą noszą takie same imiona...
W kolejnym roku przywiozła ze sobą lampkę z podświetlanym wspólnym zdjęciem i masę piosenek, które razem słuchali. Szkoda, że on już był po ślubie z Niemką, o czym ona wiedziała i tylko się dołowała, bo wszystko w hotelu przypominało jej jego. Na moje pytanie dlaczego nie hajtnęła się z nim, co również umożliwiłoby mu spotkania z matką, stwierdziła, że czuła się za młoda na ślub (ona 26 lat, on 34 lata). Ale to dla niego po powrocie do domu zaczęła uczyć się tureckiego, a potem przyjechała do tego samego hotelu.
To nie koniec historii! W naszym wspólnym sezonie po opłakiwaniu byłego szefa (który jeszcze wiele razy pisał jej, że jest miłością jego życia) najpierw przespała się z naszym wtedy już byłym szefem animacji, a następnie zaczęła spotykać się z tatuażystą. Pech chciał, że on najpierw wzdychał do mnie, bo ja taka ułożona, spokojna, skromna, długowłosa, idealna kandydatka na żonę muzułmanina. Raz pojechaliśmy w kilka osób na plażę i widziałam, jak się obściskiwali, ale potem Księżniczka wybrała się na disco z dwoma przystojnymi rozwodnikami z Polski, z których dziećmi ja zostałam w hotelu jako baby sitter. W międzyczasie ja zerwałam z moim narzeczonym, a tatuażysta nalegał na spotkanie twierdząc, że się już nie spotyka z Beatą. Ja głupia nie zapytałam jej wiedząc o dyskotece i rzekomym seksie z jednym z tatuśków (tak mi się wygadali, jak odbierali dzieci spod mojej opieki), a że mi się nudziło i chciałam przejechać się na motorze, zgodziłam się na tę randkę. Randewu okazało się katastrofą. W planach miałam pogadać z nim o tym, że pasują do siebie z Księżniczką i żeby jeszcze raz spróbowali, a ten miał ochotę na coś zgoła innego. Po nieudanych próbach, odwiózł mnie do hotelu. Pech chciał, że widziała nas pod sklepem wspólna znajoma i doniosła Beacie. Ja próbowałam jej wytłumaczyć, że on nawet nie jest w moim typie, ale ona była zaślepiona. Zamiast na niego, obraziła się na mnie. A przecież zwłaszcza na początku związku takie oszustwa nie wróżą nic dobrego. Później w ramach rewanżu wrzuciła mnie do basenu, bo widziała, że tego bardzo nie lubię. Teraz mamy dobry kontakt. Chciała nawet zostać chrzestną Małego Księcia, ale niestety mieszkamy za daleko od siebie, bez dobrego połączenia komunikacyjnego. ;)
Po skończonym kontrakcie z biurem podróży księżniczka została w hotelu pracując za darmo w zamian za nocleg i wyżywienie. Animacja zakończyła się w listopadzie i Księżniczka wróciła do Polski. Po sylwestrze przyleciała znów do tatuażysty. Później na chwilę znów wpadła do Polski w sprawach służbowych i kiedy w międzyczasie zrobiłyśmy sobie w Polsce mini spotkanie animacyjne, opowiadała, że dziwnie się czuła jak odbierał ją z lotniska i pojechali zamieszkać u niego. Poznała jego dużą rodzinę, matkę i ciotki w chustach, ale na tyle postępowe, że nie chciały być całowane po rękach. Tata zresztą pracował trochę w Niemczech, więc mogła się z nim trochę dogadać.
Zaczęła się szara codzienność. Trzeba było znaleźć pracę. Sezon powoli się rozpoczynał i akurat w hotelu Weroniki potrzebowali Guest Relation, a ona już nie chciała tam wracać, bo jej książę znalazł pracę na Cyprze. Hotel był oddalony około 15 km od mieszkania, ale to normalne odległości i był służbowy transport, więc Beata rozpoczęła tam swoją przygodę w nowym zawodzie. A później do jej teamu dołączył mój mąż.
Księżniczka wytrzymała jeszcze parę miesięcy z księciem. Rozstali się mniej więcej, gdy zaczęłam sezon. Coraz więcej się kłócili. On wychodził wieczorami, zostawiał ją samą, zakazywał spotkań z Polonią. Miarka się przebrała i po kolejnej awanturze dzięki pomocy koleżanki z służbowym samochodem wyprowadziła się wreszcie od niego do pracowniczego lojmana. Książę przyjechał nawet do hotelu odebrać telefon, który dał jej w prezencie i nazwał ją przy szefowej złodziejką... Potem wydzwaniał do mojego Księcia, żeby namówił Księżniczkę do powrotu, bo bardzo ją kocha.
W hotelu, jak już była wolna, szef restauracji zaczął do niej wzdychać i męczyć nas, żebyśmy przekonali ją do niego. Miał marne szanse, za słabo znał angielski, był zbyt ułożony, do tego miał za mało mięśni i zero tatuaży. ;) Wiek nawet by nie przeszkadzał, chociaż mając 34 lata wyglądał na o 10 więcej. Do tego Księżniczka zaczęła kręcić z DJem, który miał odpowiednią masę mięśniową. Niestety był skrajnym muzułmaninem. Niby w ramazan zajadał po kryjomy co Księżniczka mu przynosiła przed zachodem słońca, ale gdy wróciła do Polski zaczęło się już tak psuć między nimi, że powiedział, że nigdy nie pozwoliłby ochrzcić dziecka ani nie przekroczyłby progu kościoła. Przestali rozmawiać, a Beata zaczęła spotykać się z Polakami i jak na razie tak pozostało. :)






czwartek, 16 sierpnia 2018

Książę 1 - inżynier

Zabrałam się za historię mojej Księżniczki współlokatorki, ale stwierdziłam, że muszę przygotować odpowiedni wstęp, aby się nie powtarzać. Dlatego powstanie osobny cykl opowieść o książętach, gdyż będzie występować w nich wiele księżniczek. Do dzieła!
Książę inżynier był pierwszym animatorem, którego poznałam zaraz po przyjeździe. Moja zdolna firma nie poinformowała młodego niedoświadczonego rezydenta, co ma ze mną zrobić po odbiorze z lotniska, a ponieważ to był mój pierwszy sezon, to też nie wiedziałam jaka jest procedura, a niestety za dużo wiedziałam o mojej przyszłej pracy od koordynatora, więc powiedziałam rezydentowi, w którym hotelu mam animować i jak tam zajechaliśmy z turystami, to wysiadłam. Rezydent był bardzo dobrze przeszkolony, przedstawił różne przydatne ciekawostki i opisy miejsc do zwiedzenia. To był jego pierwszy transfer i szew ani koledzy po fachu nie powiedzieli mu, że wszystkich przyszłych pracowników odstawia się najpierw do ogólnego lojmana. Całe szczęście, że nie trafiłam tam od razu, bo pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, a warunki mieszkaniowe rezydentów były okropne! Grzyb, brud, ciasnota, w której niestety musiałam później spędzić jedną noc, ale towarzystwo rezydentów było doborowe!
To nie koniec moich przygód w tej historii księcia. W hotelu oczywiście nie byłam zameldowana (pracownicy mają zazwyczaj osobny sektor czy nawet budynek), a recepcja nie zrozumiała, że „entertainer” to to samo coanimasyon” i jak już wszystkich turystów zakwaterowała długo szukali mojego pokoju. Dopiero dogadaliśmy się, jak powiedziałam, że będę tutaj pracować z dziećmi. Wtedy (około północy) zadzwonili po księcia i przyszedł po mnie jak gdyby nigdy nic. Wysoki i przystojny, w eleganckiej koszuli, z przyjemnym, ale niestety lekko niepełnym uśmiechem. Władał perfekcyjną angielszczyzną, później okazało się, że również biegle mówił po francusku. Pamiętam, jak zdziwiłam się, że wiedział do kogo podejść, bo siedziałam kawałek od recepcji, ale też chyba nie było o tej porze nikogo z tyloma walizami w pobliżu. Jak na tyle wrażeń jednego dnia i moje nieużywanie angielskiego od dłuższego czasu, gawędziło nam się swobodnie. Odstawił mnie do mojej zaspanej współlokatorki i „zarzucił sieci”. ;)
Zaczęło się od niewinnych komplementów o zgrabnych nogach i długiej szyi (faktycznie Turczynki miewają krótsze) oraz wspólnym zainteresowaniu filmami. Jako informatyk z wykształcenia nie wyobrażałam sobie 5 miesięcy bez laptopa, do tego smartfony wtedy nie były jeszcze takie wygodne w użytkowaniu, więc miałam też trochę filmów bez dubbingu przy sobie. Zaproponował wspólne oglądanie jakiegoś horroru, a ja naiwna w to uwierzyłam. Kiedy zaczął się do mnie dobierać nadal nie wiedziałam, co jest grane. Ale trzeba przyznać, że wyszliśmy z tej niezręcznej sytuacji dość zręcznie, chociaż potem opowiadał, że jestem oziębła, ale jakoś musiał uratować swój honor wśród kolegów.
Przy okazji wspólnego „oglądania” filmów (tak, było więcej prób, bo naprawdę do polubiłam, a do tego był jedyną osobą na podobnym poziomie intelektualnym) zwierzył mi się ze swojej historii życia. Urodził się i wychowywał w Macedonii. W wieku ok. 5 lat musiał uciekać do Turcji - ojczyzny rodziców z powodu wojny domowej. Z tamtego okresu pamięta tylko, jak się liczy do 10ciu po macedońsku (trochę podobnie do polskiego). Zaraz po studiach inżynierskich rozpoczął pracę w firmie projektującej instalacje w budynkach, ale nie była to jego pasja. Powrócił do poprzedniej sezonowej pracy – animatora w Bodrum (dziwne, że tak piękne miejsca nazwano „Piwnica”) – kurorcie szczególnie upodobanym przez Francuzów. Wcześniejsze korepetycje i stały kontakt z obcokrajowcami sprawiły, że zaczął biegle władać francuskim. Osiągnął naprawdę dużo w branży. Sporo przed 30stką zarządzał profesjonalnym teamem i organizował złożone show. Niestety z powodów osobistych stoczył się prawie na samo dno.
Ojciec parał się polityką, matka zajmowała się domem, mieli jeszcze jedno dziecko – młodszą córkę. Syn hulał na animacji, a ojciec znęcał się psychicznie nad matką, która z tych nerwów nabawiła się raka piersi. Kiedy syn na tyle wytrzeźwiał, aby pojechać odwiedzić wreszcie chorą rodzicielkę, ta już umierała w szpitalu. Zdążył jeszcze spojrzeć na jej zniekształcone chemioterapią oblicze i pożegnać się. Ta tragedia wybiła na jego psychice duże piętno przypieczętowane wytatuowanym na przedramieniu „Annem” (Moja mama).
Myślę, że z powodu utraty matki dość młodo ożenił się z pół japonką pół amerykanką, której rodzice byli dyplomatami. Dziewczyna biegle mówiła po angielsku, japońsku, francusku i uczyła się tureckiego, ponieważ zaczęła pracę jako rezydentka w Turcji i tam w hotelu poznała się z inżynierem animatorem, który zachwycił się jej egzotyczną urodą. Księżniczka bardzo długo opierała się jego wdziękom, ponieważ jak sama mu mówiła, wie że Turcy nie potrafią dochować wierności. Ale w końcu uległa i pobrali się, a po sezonie zamieszkali w Belgii. Małżeństwo długo nie przetrwało. Zaczęło się niewinnie w kolejne wakacje. Praca animatora to ciągły kontakt z kobietami, nocne discotour, późne wracanie do domu, nietrzeźwym i z ogromnym misiem ze stacji benzynowej na przeprosiny. Długo mu wybaczała, aż pewnego razu odezwała się do niej na Facebooku jego kochanka i wszystko się wydało. Rozwiedli się, a on to naprawdę bardzo przeżył i wiem, że do tej pory kocha swoją ex-żonę, bo opowiadając mi tę historię płakał i mówił, że mama polubiłaby „jego” pół Japonkę. Do tego uważa, że nie był jej godzien, że to bardzo mądra i wartościowa kobieta. Nadal mają jakiś kontakt i cieszy się, że ułożyła sobie życie.

Fot. Misie na stacji benzynowej

Przypomina mi to taką opowiastkę o skorpionie i żabie. Skorpion musi przedostać się na ląd, bo utonie na swojej wysepce, gdyż woda przybiera z powodu ulewy i prosi żabę o transport na grzbiecie. Żaba mówi, że przecież ją może ukąsić, ale skorpion zaprzecza i nalega, więc żaba ulega. Po środku trasy skorpion wbija kolec z jadem w plecy żaby. Płaz ostatnim tchnieniem pyta: „coś, ty zrobił, teraz razem zginiemy!?”, a skorupiak na to „nie mogę nić poradzić, już taką mam naturę”.
W kolejnych historiach przekonacie się, że nie ma znaczenia czy to Turek, Kurd, Azerb, czy jest wykształcony, czy skończył tylko podstawówkę, czy jest ateistą, muzułmaninem czy alwei, czy jest animatorem, kelnerem czy kierowcą autobusu – wszyscy są podrywaczami. Nie wiem, czy to z powodu ciepła, burzy hormonów i feromonów, czy turystka to jedyna szansa na wyrwanie się z tego zapyziałego kraju, a do tego wiele kobiet przylatuje faktycznie w jednym celu. Do tego lokalne kobiety są zazwyczaj szczelnie odziane i nie ma tutaj na każdym rogu bilbordów z półnagimi modelkami. Co do kierowców autobusów wtrącę jeszcze, że co sezon słyszałam historie o wywożeniu w nocy rezydentek poza trasę po odstawieniu turystów. Ratowały się dzwoniąc do szefa, ale sam fakt mrozi krew w żyłach.
Wracam do głównego wątku. Inżynier popadł w alkoholizm, co nie przeszkadzało mu zaliczać setek księżniczek. Ostatni poważny związek był z turecką Niemką dentystką, ale nie przetrwał na tyle, żeby dorobił się straconego przez zły tryb życia zęba.
W moim sezonie nie widziałam, żeby miał aż takie powodzenie. Praktycznie co wieczór pożyczał laptopa, żeby oglądać porno strony. Do mnie startował, bo stwierdził, że dzieli nas niewielka różnica wieku, ale nie przeszkadzało mu w tym samym czasie pisać do mojej o 10 lat młodszej od niego współlokatorki listy miłosne, jakoby byli stworzeni dla siebie, bo podobni charakterami. Wcześniej przespał się z jedną z naszych niemieckich animatorek i potem rozpowiadał, że jest jak kłoda. Później dodawał, że nienawidzi niemieckich animatorek, szczególnie najmłodszej, a na zakończenie sezonu, kiedy ze starego teamu został tylko on i ona (16 lat młodsza), zaczęli ze sobą kręcić. Ten związek śledziłam już z Polski na Fb. Na szczęście po powrocie do kraju młoda Księżniczka szybko się otrząsnęła i wszystko wróciło do normy.
Rozmawiałam kiedyś na luzie z moją koleżanką psycholog, która też pracowała podczas studiów za granicą i mówiła mi, że taki mechanizm jest normalny. Z dala o rodzin, znajomych, w innych warunkach kulturalnych i klimatycznych, puszczają hamulce, a potem wraca się do codzienności i jest otrzeźwienie.
Na zakończenie dodam, że inżyniera spotkałam jeszcze w kolejnym sezonie, bo jego kolego – menadżer animacji zlitował się i dał mu pracę w hotelu, gdzie był mój mąż. Przywitaliśmy się jak starzy, dobrzy znajomi. Dalej był przystojny, ale jakby przygaszony i wyglądał starzej. Niestety długo nie zabawił publiczności. Przyłapano go na kradzieży pieniędzy ze sprzedaży losów Bingo. No cóż, alkohol sporo kosztuje w Turcji. Ostatnio wysłał mi znów zaproszenie na Fb z nowego konta ze smutnym profilowym zdjęciem. Ciekawe jest to, że ciągle zmienia profile, czyżby ukrywał się przed zdradzanymi kochankami? Nie przyjęłam go do znajomych, bo mój mąż to zazdrośnik i nie rozumie, że tak naprawdę dzięki inżynierowi jesteśmy małżeństwem, ale o tym w innym wpisie. ;)

poniedziałek, 23 lipca 2018

Księżniczka 10 – Lady Z

Niestety spanie prawie pod gołym niebem, nie jest tym, co Księżniczki lubią najbardziej. Po piątej trzeba było przenieść się do klimy, a Małego Księcia pogryzły chyba komary (mam nadzieję, że nie coś innego). Ale muszę przyznać, że moje górne drogi oddechowe czują się dużo lepiej.
Powracam do Księżniczek, bo temat w letnim sezonie jest bardzo aktualny. Oprócz dzisiejszej opowieści zostały mi jeszcze 3 ściślej związane ze mną i parę związanych ze znajomymi męża.
Dziś będzie o jednym z nich. Kiedy go pierwszy raz spotkałam w hotelu, książę innoimienny mówił po angielsku tylko „Hello, how are you?”, a teraz myślę, że włada lepszą angielszczyznę od mojego męża. A to za sprawą pewnej Angielki o nietypowo angielskiej urodzie i imieniu – Zoe.
Poznali się oczywiście w restauracji zaraz po moim sezonie, kiedy team męża opuszczał „nasz” hotel po moim odlocie. Teraz do mnie doszło, że jakby przeze mnie powstały 2 związki, w tym 1 zakończony ślubem. ;) Początki relacji księżniczki i księcia była bardzo gorące i publiczne. Zamieszczali na Fb zdjęcia po wspólnie spędzonej nocy, kolacji przy świecach itp. Trzeba przyznać, że książęta doskonale wiedzą jak być romantycznymi.
Po wakacjach spotkali się ponownie w miejscowości, z której pochodzi mój mąż i innoimiennym. Dużym postępem było to, że oficjalnie przedstawił ją swojej rodzinie i nawet na czas pobytu z nim zamieszkała. Mój mąż miał okazję się z nimi zobaczyć, a ja poznać ją później przez Skype. Pasowali do siebie. Ona niewysoka, pełna na twarzy, z dołeczkami w policzkach, on dość niski jak na faceta i ze zniewalającym uśmiechem.
Weronika (Księżniczka nr 9) powiedziała mi, że zaraz po odlocie Zoe, innoimienny zdradził ją z jakąś turystką, ale się o tym nie dowiedziała. Oczywiście lojalni przyjaciele milczeli i nie znalazł się nikt, kto życzliwie by doniósł. Ale wiem też, że przy takim zakochaniu nawet twarde dowody nie przemawiają do rozumu, o czym napiszę przy okazji kolejnych księżniczek.
W następnym sezonie Księżniczka przeprowadziła się do księcia na Cypr i nawet miała tam pracować, ale coraz gorzej się dogadywali. Z jego strony uczucie wygasło, podrywał w pracy turystki, przestał szanować Zoe. Wróciła więc do domu, chociaż wiem, że bardzo była zakochana.
Nasuwa się pytanie, dlaczego ja nie powiedziałam o zdradzie? Po pierwsze rozmawiałyśmy pierwszy raz rok po fakcie, po drugie nie miałam żadnych dowodów, po trzecie może jakbym widziała, że dojdzie do czegoś poważnego między niby poprosiłabym Dominikę o interwencję. 
A dlaczego tego księcia nazwałam „innoimiennym”? Każdemu staram się nadać pseudonim związanym z zawodem, albo z czymś charakterystycznym. Zmieniam również dane Księżniczek i lekko przeinaczam fakty, ponieważ w większości to moje znajome i nie chcę, żeby ktoś domyślił się o kogo chodzi.
W tym przypadku chodzi o to, że wysyłaliśmy naszemu wspólnemu znajomemu za pośrednictwem WU pieniądze korzystając z dowodu osobistego księcia. Podczas wpisywania danych do formularza nie zgadzała mi się 1 litera imienia. Sprawdziliśmy z mężem na Fb. Nic się nie wyjaśniło, więc zadzwoniliśmy i faktycznie okazało się, że oryginalne imię różni się 1 literą. ;)
Prawdę mówiąc mój Książę używa na co dzień drugie imienia. Znajomi patrząc na oficjalne zaproszenie z USC pytali mnie, o kogo chodzi, a do tej pory, gdy policja sprawdza nas w ramach przedłużania pobytu ludzie mówią, że nie znają tej osoby... ;p
Więc nie tylko oszukują przy datach urodzenia, ale również przy imionach. Tacy już są nasi książęta...



czwartek, 12 kwietnia 2018

Księżniczka 9 - Patron

Weronika to urodzony przywódca. Nie polubiłam jej od pierwszego wejrzenia, ale teraz wiem, że pozory mylą. Pewna siebie, wysoka blondynka o niebieskich oczach, do tego znająca niemiecki, angielskie i trochę turecki, piastująca managerskie stanowisko w wieku zaledwie 21 lat i wyglądająca na 30stkę. 
Swoją przygodę z Turcją zaczęła jako 16-latka, kiedy to wybrała się z rodziną na wakacje. Poznała w hotelu przystojnego księcia - kelnera. Zakochana postanowiła przylecieć do niego w kolejnym roku do pracy i mimo młodego wieku dopięła swego. Związek ten nie przetrwał jednak, bo oczywiście kelner robił ją na szaro.  
Swoje uczucia ulokowała w księciu nr 2 - animatorze, którego miałam okazję poznać. Tutaj problem poległa na tym, że Księżniczka zarządzała teamem, której on był jedynie zwykłym członkiem. Mieszkali nawet razem w pracowniczym hotelu, co nie jest zbyt często spotykane. Książę nr 2. pochodził patologicznej rodziny, ojciec najprawdopodobniej zabił matkę, a brat zwariował w wojsku... Nie ma się więc co dziwić, że animator próbował podnieść rękę na swoją dziewczynę. Na szczęście Weronika się otrząsnęła, w czym pomógł jej trochę bliski przyjaciel mojego męża.
Kiedy mój Książę opuszczał hotel, poszli za nim jego podopieczni w tym m.in. książę nr 3 - bar-szef, który zaczął pracę w hotelu u Księżniczki. Od razu zaiskrzyło, bo z księciem nr 2 zaczęło się już sypać, a książę nr 3 bił go urodą i charakterem na głowę. Kiedy spotkałyśmy się w Polsce, podczas mojego tour po miastach koleżanek animatorek, podpytywała mnie o księcia nr 3, ponieważ wiedziała, że pracowaliśmy w tym samym hotelu. Nie przeszkadzało jej, że jest młodszy i teraz są szczęśliwym małżeństwem. ;)



niedziela, 11 lutego 2018

Księżniczka 6 – Poszła z torbami

Z ciocią Alą pracowałam w moim ostatnim sezonie. Drugiego tak dobrego, uczynnego i niestety ufnego człowieka ciężko znaleźć. Uwielbiana przez dzieci i rodziców, a do tego niewierząca w siebie - łatwy kąsek dla książąt. Pracę zaczęła 1.5 miesiąca przede mną i już zdążyła wplątać się w romans z najprzystojniejszym księciem z animatorów. Ten oczywiście postawił na początku sprawę jasno – „just sex no feelings”, ale Ala liczyła, że stopi jego lodowate serduszko. Książę jednak miał dziewczynę, a do tego nie mógł się opędzić od turystek, więc jak ja już przyjechałam w pełni sezonu jego zainteresowanie Alą kompletnie wygasło, czego niestety nie można było powiedzieć o niej. Pod koniec pobytu znalazła odskocznie w postaci barmana, ale to też długo nie przetrwało.
A pech prześladował ją od wcześniejszego roku, kiedy to poważnie zaangażowała się w związek z jednym z pracowników hotelu – bagażowym, synem bogatego właściciela wypożyczalni samochodów. Wszystko zaczęło się bardzo romantycznie od kwiatów, wiadomości na fb, wypadów na sziszę. Było miło i namiętnie dopóki nie okazało się, że oczywiście jest żonaty. Ala nie miała zamiaru uprawiać bigami, mimo zapewnień o prawdziwym uczuciu i standardowym tekście o przymusie małżeństwa bez miłości… Bagażowy wydzwaniał do niej jeszcze w kolejnym roku, a kiedy ja odebrałam służbowy telefon, bo była moja kolej (miałyśmy 1 aparat, a mieszkałyśmy w innych hotelach), to zaczął się przystawiać do mnie. :D
Obecnie Księżniczka pracuje w pewnym arabskim kraju, gdzie podobno nie ma aż takich podrywaczy. ;)