Jak co roku, podczas naszych wakacji u teściów w Turcji, w powietrzu zaczął krążyć ten sam, dobrze mi znany temat: obrzezanie synów.
Dla rodziny mojego męża - i w ogóle w tutejszej kulturze - to temat tak naturalny, jak pójście dziecka do szkoły czy pierwsze zęby. Co ciekawe, moi teściowie absolutnie nie są ortodoksyjni. Nie uświadczysz u nich codziennych modlitw, chodzenia do meczetu czy chust na głowach kobiet. Ich duchowość to raczej mieszanka tradycji, szacunku do lokalnych miejsc pamięci (ziyaret) i magii ludowej - sypania soli przeciwko "złemu oku" (nazar).
W tym roku postanowiłam nie ograniczać się do powtarzania znanych sloganów o tradycji i higienie. Postanowiłam wziąć ten temat na chłodno i porozmawiać o faktach z AI, zadając pytania z perspektywy psychologii, historii i współczesnej medycyny. Chciałam zrozumieć "drugie dno" tego procederu - nie tylko w kontekście fizycznym, ale też relacyjnym i społecznym.
Dwa tygodnie wyjęte z życiorysu: jak naprawdę wygląda "świętowanie"
Niedawno w bliskiej rodzinie mojego męża obrzezano dzieci. Miał być festyn, radość i dumne miny. Rzeczywistość? Przez dwa tygodnie od zabiegu praktycznie nie byliśmy w stanie się z nimi spotkać.
Oglądanie tego z boku rozrywa serce i kompletnie obala mit "prostego, higienicznego zabiegu". Pierwsze 3 dni po zejściu znieczulenia to dla malucha czysty horror: silny obrzęk, zaczerwienienie, ciągły pulsacyjny ból i chodzenie z szeroko rozstawionymi nogami, bo każdy dotyk materiału wywołuje płacz. Najgorszy jest jednak moment oddawania moczu - kiedy kwas styka się ze świeżą raną, dzieci po prostu krzyczą z przerażenia i zaczynają wstrzymywać mocz.
Do tego dochodzi 1-2 tygodnie tzw. nadwrażliwości mechanicznej. Żołądź, która od urodzenia była schowana i chroniona przez napletek, nagle zostaje odsłonięta. Każdy dotyk majtek czy pieluchy jest odbierany jak ukłucie igłą. Pełne zagojenie i rogowacenie naskórka (czyli fizyczna utrata naturalnej wrażliwości) trwa nawet do półtora miesiąca.
Słysząc o cierpiących maluchach, utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że chroniąc moich półkurdyjskich synów przed tym rytuałem, daję im najlepszy możliwy prezent: prawo do integracji cielesnej i oszczędzenie bezsensownego cierpienia.
Rozmawiając z AI, postanowiłam poruszyć kwestie, które od dawna obserwuję w relacjach polsko-tureckich i kurdyjskich (a o których ciągle czytam też na grupach dyskusyjnych dla kobiet w związkach z mężczyznami ze Wschodu).
1. Mit "robienia prawdziwego mężczyzny" a emocjonalny regres
W kulturze Bliskiego Wschodu powtarza się, że obrzezanie robi z chłopca "twardziela". A jak jest w praktyce? Biologicznie usuwa się najbardziej czułą, erogenną i unikalną męską tkankę. Ale to nie wszystko.
W socjologii i psychologii od lat bada się zjawisko specyficznej nadekspresji emocjonalnej u mężczyzn z tych kręgów. Z zachodniego punktu widzenia to, co miało tworzyć "maczo", często skutkuje brakiem emocjonalnej samokontroli, skłonnością do histerii i ogromną zależnościami od matek. Matki wychowują synów jak małe bóstwa, usuwając z nich odpowiedzialność domową, a jednocześnie pozwalają na zadanie im traumy pod postacią zabiegu. W efekcie powstaje dorosły mężczyzna, który na zewnątrz udaje twardziela, ale prywatnie bywa bezradny, niesamodzielny i emocjonalnie niedojrzały.
2. Podświadoma uraza do kobiet i dramat chorobliwej zazdrości
To był dla mnie największy przełom w rozumieniu dynamiki bliskowschodnich związków. Zastanawiałam się, dlaczego w tych kulturach tak powszechny jest brak szacunku do kobiet, połączony z chorobliwą zazdrością i potrzebą kontroli.
Psychologia głębi i psychohistoria wskazują na porażający mechanizm:
Pierwotna zdrada: Dla 4- czy 6-letniego chłopca matka to absolutny gwarant bezpieczeństwa. Podczas obrzezania matka nie tylko go nie chroni, ale często sama trzyma go za ręce lub legitymizuje ten ból. Z punktu widzenia dziecięcej psychiki jest to głęboka, nieuświadomiona zdrada.
Rozszczepienie i wyparcie: Dziecko nie może nienawidzić matki, bo od niej zależy jego przeżycie. Wy wypiera więc ten gniew i tworzy kult "świętej matki" (stąd na Wschodzie matka jest nietykalna, a żona traktowana znacznie gorzej).
Przeniesienie na inne kobiety: Stłumiony, gigantyczny żal za odbranie części ciała i brak ochrony zostaje w dorosłym życiu przeniesiony na żony i partnerki. Lęk przed ponownym zranieniem przez kobietę rodzi potrzebę dominacji, zakazów, sprawdzania i chorobliwej zazdrości. Kontrola nad kobietą staje się podświadomą tarczą obronną dorosłego mężczyzny przed traumą z dzieciństwa.
Podsumowanie
Obrzezanie to nie jest kwestia czystości ani higieny - w XXI wieku, w Europie, przy bieżącej wodzie i antybiotykach, ten argument po prostu nie istnieje. To przestarzały rytuał plemienny, napędzany lękiem przed wykluczeniem ze stada oraz psychologicznym mechanizmem racjonalizacji ("skoro mi to zrobili, to znaczy, że było dobre").
Dzisiejsza wiedza medyczna i psychologiczna daje matkom, pełne prawo do powiedzenia "stop" i ochrony dzieci przed bezsensowną traumą.
Trochę źródeł:
https://www.cirp.org/library/psych/goldman1/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/14736587/
https://www.cirp.org/library/psych/cansever/
wtorek, 27 października 2026
sobota, 26 września 2020
Książę 3 - (nie)doświadczony
Ta historia dotyczy
kolegi z dzieciństwa mojego męża (nazwijmy go Niedoświadczonym),
którego poznałam najpierw w ich wiosce, a później pracowaliśmy w
tym samym hotelu i widywaliśmy się prawie codziennie przez 3
miesiące. Zdarzenia dotyczą niedalekiej przeszłości i na początku
chciałam je opisać w następnym roku, gdy wszystko dobrze się
rozwiążę, ale niestety zakończyło się dość szybko i
tragicznie, więc postanowiłam ku przestrodze innych Księżniczek
zabrać się wcześniej do pracy.
Niedoświadczony
to niski, ale dobrze zbudowany brunet lat około 26, oczywiście
wyglądający na dużo więcej szczególnie z delikatnym zarostem, w
eleganckim kelnerskim uniformie. Nie jest w moim typie i ma kilka
mankamentów, ale mimo tego podoba się kobietom i kojarzę, że radnkował w moim sezonie. Poza tym ma bardzo porywczy
charakter. Został wyrzucony z pracy za bójkę z innym kelnerem.
Dość dobrze
go poznałam, bo często wieczorami jeździliśmy razem serwisowym
autobusem i czekał ze mną, żebym mogła się bezpiecznie spotkać
z moim Księciem, który pracował dalej od nas i dojeżdżał
później. W stosunku do mnie był bardzo w porządku. Słuchaliśmy
polskiej muzyki, którą lubił i znał od turystów.
Podpytywałam go też o rodzinne strony mojego narzeczonego i tak nam
schodził czas. Będąc w Polsce zamieniałam z nim kurtuazyjnie parę
zdań, gdy zdzwaniał się z mężem na Fb.
Pewnego,
ciepłego wieczora, kiedy mogłam spokojnie sprawdzić Messengera,
bo Mały Książę już słodko spał, a ja jeszcze nie padałam
na twarz, otrzymałam dziwną wiadomość od obcej kobiety z prośbą
o kontakt. Komunikat brzmiał dość dramatycznie, więc zrozumiałam,
że to coś poważnego i zaczęłam sprawdzać, co to za osoba.
Jedynym wspólnym znajomym był właśnie Niedoświadczony. Pierwsze
co zrobiłam, to napisałam do niego, o co chodzi. On od razu
odpisał, żebym zablokowała tą Panią. Ja oczywiście go nie
posłuchałam i nawiązałam kontakt z tajemniczą nieznajomą
Niebieskooką Blondynką, a nawet spotkaliśmy się przed naszym
wylotem i mąż stwierdził, że bardzo pasują do siebie z
Niedoświadczonym.
Szybko
okazało się, że Księżniczka jest w ciąży z księciem kelnerem,
o czym on nie wiedział i zaczął w międzyczasie flirtować z inną
Polką Szatynką. Żeby było śmieszniej - namiary na tę dziewczynę
dał mu mój mąż, a w pierwszym spotkaniu z Niebieskooką Blondynką
pomagałam ja tłumacząc jakiś miesiąc wcześniej z angielskiego
na Polski, gdzie mają się spotkać poza hotelem...
Polka
Szatynka od mojego męża była klientką z kebaba, gdzie pracował mój Książę, którą zostawił
chłopak, po którym bardzo rozpaczała i potrzebowała
odskoczni, więc mój mąż nie wiedząc, że Niedoświadczony się z
kimś na poważnie spotyka dał im na siebie namiary. Kiedy zaczęli
intensywniej korespondować, to rzadziej odpisywał Niebieskookiej
Blondynce, która zorientowała się, że dodał kogoś nowego do
znajomych na Fb i napisała najpierw do mnie, a później do Polki
Szatynki, co jest na rzeczy. Razem zaczęły podpuszczać
Niedoświadczonego i jak wyszło na jaw, że nie jest uczciwy wpadł
w furię obwiniając Niebieskooką Blondynkę, że uknuła intrygę.
Zreflektował się, gdy się okazało, że będzie ojcem i
spotkali się ponownie w realu, żeby wyjaśnić sobie wszystko w 4
oczy.
To
były miłe 4 dni. Wziął nawet dodatkowe wolne. Przygotował
romantyczną kolację. Zadzwonił do rodziny na wsi przedstawić
swoją nową dziewczynę, ale o dziecku nie wspomniał. Poprzednio
spotkali się 2 razy, więc nie była to jednorazowa wakacyjna
przygoda. Dla jasności, to Niedoświadczony nalegał na randki i
oszukał Księżniczkę sporo zawyżając swój wiek, ponieważ ona
była od niego starsza i wcale nie poszukiwała przygód. Mówią, że
miłość nie wybiera, ale gdyby od początku wiedziała, ile książę
naprawdę ma lat, nawet by z nim nie rozmawiała, bo ma córkę
niewiele od niego młodszą, do tego piastuje menedżerskie stanowisko
w dużej korporacji, więc nie potrzebowała skandalu.
Książę
wyczuł, że ma do czynienia z majętną kobietą, a wisi nad nim
kredyt, więc kontynuował flirt na Fb podsycając uczucie, dlatego po
niespełna miesiącu od pierwszego spotkania Księżniczka wróciła
do niego. Bardzo się zaangażowała, a on nie dawał o sobie
zapomnieć. Ponadto był miły i opiekuńczy, a ona po przejściach
ze swoim ex-mężem tego potrzebowała. Trafił na podatny grunt.
Opowiadał, że on wierzy w tylko 1 prawdziwą miłość na całe
życie, a do tego myślał, że w takim wieku kobieta nie może zajść
w ciążę... Ocieplał wizerunek Kurdów i mieszanych związków
pokazując mój przykład, dzięki czemu Niebieskooka Blondynka
wiedziała, jak mnie znaleźć (ale czuję do niego złość, że
posługuje się moim wizerunkiem przy podrywaniu Polek, bo
działa to bardzo sugestywnie). Po trzecim spotkaniu planował już
zmianę samochodu Księżniczki, bo mu się kolor i marka nie
podobały. A za wysłane na ratę kredytu taty pieniądze kupił trochę
alkoholu na „pępkówkę” i wyrobił sobie paszport. Zlikwidował
swoje konto na Fb, ale najprawdopodobniej po to, żeby nie musieć
dawać tam wspólnych z Księżniczką zdjęć.
Wydawało
się, że wszystko zaczyna się układać i może dobrze by
się skończyło, gdyby nie różnica wieku, wykształcenia i
wybuchowe temperamenty obojga. Taką partnerkę trudno przywieźć do
konserwatywnej wioski i przedstawić osobiście rodzicom i sąsiadom.
A u Księżniczki po wpadce z Polką Szatynką zaczęły się
podejrzenia i awantury o każdą niejasną chwilę milczenia i donosy
o rzekomych randkach z turystkami od poznanych pracowników hotelu.
Ciągły stres, bariera językowa, upór spowodowały, że
Księżniczka wpadła na pomysł przetestowania szczerości uczuć
księcia i udała, że poroniła. Książę po tej nowinie
przestał się odzywać, a później gdy kłamstwo wyszło na
jaw, wściekł się, zablokował niedoszłą żonę we wszystkich
aplikacjach, ale po jakimś czasie zmiękł i zaczął nalegać na
to, żeby usunęła ciążę (nie zna oczywiście polskiego
prawa, a w Turcji aborcja jest legalna bez żadnych powodów do 3-ciego miesiąca...) i że
zrobią kolejne, lepsze dziecko, bo to najadło się zbyt dużo
stresu...
Księżniczka
z tych wszystkich nerwów w końcu naprawdę poroniła, ale nie
przesłała księciu zdjęcia wypisu ze szpitala, o który tym razem
nauczony doświadczeniem poprosił, więc do tej pory żyje w
niepewności.
Bardzo mi przykro, że tak to się skończyło.
Księżniczka była gotowa wychowywać dziecko sama i naprawdę
cieszyła się z tej ciąży, bo też mocno zakochała się w
Niedoświadczonym. Jestem też pewna, że książę pokochał to
dzieciątko. Zaczął nawet kupować ubranka i świętował ze
znajomymi tę nowinę. Z drugiej strony obawiał się reakcji
rodziny, ponieważ ciąża przed ślubem do tego z dużo starszą
rozwódka nie jest tutaj mile widziana, chociaż na pewno
wszystko by się ułożyło, bo syn jego wujka (sołtysa wsi)
przetarł szlaki w podobny sposób. Nie wiadomo jakby było w Polsce.
Rasizm się nasila, do tego najbliższe otoczenie również
mogłoby łatwo nie zaakceptować takiego mezaliansu.
Trudno
mi powiedzieć, czy to co się stało, to wszystko wina księcia.
Kelnerzy to w większości proste chłopaki z wiosek. Ledwo kończą
podstawówkę i jak tylko uda im się wyrwać z domu zachłystują
się bardziej „zachodnim” życiem w nadmorskich kurortach.
Pierwszy raz na żywo widzą na co dzień skąpo odziane dziewczyny,
a swój „pierwszy raz” odbywają z prostytutkami. Potem nabierają
śmiałości do spotkań z turystkami, a te bardzo często przybywają
tutaj tylko w tym celu. A książęta, szczególnie pochodzenia
kurdyjskiego, bez prawdziwej ojczyzny, marzą o wyrwaniu się z tego
pozornego raju. Ich alternatywa to praca dokąd się da za najniższą
krajową (asker maaşı) plus napiwki albo uprawa tytoniu i ślub z
wybraną przez rodziców panną, często jakąś kuzynką. Do tego
Niedoświadczony nie jest wybitnie bystry. Słabo mówi po angielsku
(chociaż wydaje mu się, że jest poliglotą), a po tylu latach
pracy kelnera nie awansował nigdy nawet na team leadera. Na tyle na
ile poznałam go i to środowisko, nie wydaje mi się, żeby działał
wyrachowanie. Z jakiegoś powodu to właśnie tę Niebieskooką
Blondynkę poderwał i nagiął fakty, a nie inne turystyki, które
były w tym czasie w hotelu.
środa, 26 września 2018
Kurdyjska przygoda – cz. XII Turecka robota
Patrząc
na to jak wykańczane są mieszkania, stwierdzam, że Turcy powinni
zajmować się tylko gotowaniem.
Piękne
wnętrza pełne przepychu i muzealnego artyzmu kryją w sobie masę
niedoróbek. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda solidnie, ale jak
już człowiek widział niejedno takie cudo, to zaczyna dostrzegać
mankamenty.
Zacznę
od początku na podstawie nowiutkiego mieszkania kuzynów.
Przedpokój
- oczywiście z jasnym dywanem, który nie jest wystarczająco duży
i się ślizga. Drzwi do pomieszczeń domykają się z trudem, a do
kuchni w ogóle się nie zamykają.
Kuchnia
– też ma jasny dywan, ale nie na całej szerokości, ukryte za
drzwiczkami szafek pralka i zmywarka zostają zdradzone przez brak
cokołu. To zbyt sprytne, żeby np. zrobić dłuższe drzwiczki...
Toaleta
– tutaj w pierwszym pomieszczeniu z umywalką też leży dywanik,
ogólnie nie ma się do czego przyczepić. Niestety tureckie kibelki
nawet jak mają klapkę i tak czuć, ale wg mnie są bardziej fizjologiczne od europejskich.
Łazienka
– w tym mieszkaniu nie mają dywanu w łazience, ale w innym
widziałam takie cuda, :D za to europejska muszla klozetowa niezbyt zadbana,
ponieważ nie umieją jej dobrze doczyścić.
Pozostałe
pokoje to najczęściej:
pokój
z poduszkami, na których się siedzi jak przychodzą goście,
pokój
telewizyjny z kanapami, gdzie i tak wszyscy siadają na podłodze,
salon
z pięknymi meblami jak z wystawy sklepowej, który wygląda na
nieużywany,
sypialnia,
gdzie wielkie łoże nie ma skrzyni na pościel pod materacem, bo po
co tyle śrubek wkręcać, lepiej umieścić ją obok i zmarnować trochę miejsca.
A
miejsca pod dostatkiem, bo tureckie mieszkania dla rodzin mają
minimum 80mkw. I są dużo tańsze niż w Polsce, ale o trwałości
trudno powiedzieć. Tutaj bywają trzęsienia ziemi, więc może
dlatego nie przejmują się tak jak u nas. ;)
W wiejskich domach na niedociągnięcia łatwiej przymknąć oko. Ale dlaczego gdy malowali pokoje, zaschnięta farba jest wszędzie? Na wieszaku na ubrania, którego nie zdjęto ani nie zabezpieczono dokładnie, na podłodze i schodach, na zamku, przez co nie można przesunąć zasuwki. A gdy woda zaczęła ciurkiem ciec z dziurki w kranie, wymiana zajęła tydzień, a ja co noc zbierałam 2 garnki wody...
W wiejskich domach na niedociągnięcia łatwiej przymknąć oko. Ale dlaczego gdy malowali pokoje, zaschnięta farba jest wszędzie? Na wieszaku na ubrania, którego nie zdjęto ani nie zabezpieczono dokładnie, na podłodze i schodach, na zamku, przez co nie można przesunąć zasuwki. A gdy woda zaczęła ciurkiem ciec z dziurki w kranie, wymiana zajęła tydzień, a ja co noc zbierałam 2 garnki wody...
Fot. Salon
wtorek, 25 września 2018
Kurdyjska przygoda – cz. XI Świętowanie
Na
wsi gdzie uprawa wyznacza rytm życia dzień świąteczny niewiele
różni się od zwykłego. W tym roku miałam okazję pierwszy raz
„uczestniczyć” w kilku świętach, które są ruchome.
Fot. Świąteczny sierpień
Najważniejsze
i najbardziej znane świętowanie niezabicia Izaak przez Abrahama
wiążę się z ubojem kóz. Dzieci cieszą się jakby to była
czekolada, a ja powiedziałam, że po powrocie do własnej kuchni
przechodzę na kontrolowany wegetarianizm.
Biedna
kózka oderwana od stada, przywiązana do drzewa spędziła u nas
noc. Dobrze, że ją łaskawie nakarmili i napoili, bo było gorąco.
Rano ubili, podzielili mięso i ugotowali zupę, czyli wodę z solą
i mięsem (czasem dodają cebulę i zjadają ją potem ze smakiem).
Świętowanie
trwa 4 dni, w ciągu których spotyka się rodzina. W pierwszy dzień
rozdawali sobie cukierki i życzyli wesołych świąt całując się
w policzki. Banki, urzędy, poczta i większe sklepy są pozamykane,
więc warto się zorientować przylatując tutaj, kiedy będą
utrudnienia.
Oprócz
kozy nic specjalnego się tutaj nie gotuje ani piecze, za to niedawno
nie wiem z jakiej dokładnie okazji robili zupę z bulguru,
ciecierzycy, mleka, orzechów i specjalnego syropu z winogron i potem
chodzili między sąsiadami rozdając swój wyrób. Cyganie
wykorzystują tę sytuację i zbierają po domach tę zupę. Podobno
po godz. 19 się wtedy nic nie je, ale tutaj tego nie przestrzegają.
W
międzyczasie było święto polityczne związane z Ataturkiem,
podczas którego jeden z sąsiadów wyszedł na dach oddać kilka
strzałów w powietrze. Broń ma tutaj każdy w domu i wykorzystuje
najczęściej do strzelania na weselach.
Dziś
również ubito jedną kózkę i przyjechała najbliższa rodzina (z
20 osób, żeby ją zjeść). W ten sposób wujek dziękował za
poprawę stanu zdrowia nowo narodzonego wnuka. Gdy mój mąż
szczęśliwie wrócił z wojska, też tak się cieszyli. Tylko czemu
kosztem biednych kózek? Przy okazji dodam, że 1 kg takiego mięsa w
markecie to ok. 45 TRL, a kiedy zabija się pod domem, to wychodzi
ok. 20 TRL/kg. Poza tym to mięso jest naprawdę zdrowe. Taka koza
bezstresowo pasie się na łąkach i o ile nie zje plastiku, to
raczej nie jest faszerowana żadnymi chemicznymi cudami typu:
antybiotyki czy hormony.
Jeżeli
chodzi o urodziny, to przy takiej ilości dzieci nie specjalnie się
tym nikt przejmuje, chociaż zaraz po naszym przylocie zrobiono małą
imprezkę córkom brata, które urodziły się w podobnym czasie. A
na roczek córki drugiego brata zamówiono tort ze zdjęciem dziecka
i przyszła najbliższa rodzina – czyli podobnie jak u nas.
Fot. Urodzinki
poniedziałek, 24 września 2018
Kurdyjska przygoda – cz. X Moda
Turcja
słynie z tekstyliów. Pamiętam jak moje babcie oprócz dywanów
przywoziły mi tureckie dresiki. Do tej pory większość ubrań
produkowana jest na miejscu. Ale nie chcę rozpisywać się na
temat bazarów ani podróbek, tylko skupię się na codziennej
modzie.
Jak
pisałam wcześniej kobiety alewi nie noszą chust ani burek itp.,
ale starsze pani zakrywają siwiznę, odrosty i nieuczesanie
chustkami, tak jak niektóre babcie u nas na wsiach. Jednak w razie
niezałożenia chustki nikt nie czuje się zbulwersowany.
Na
wsi nastolatki i młode kobiety noszą podkoszulki i specjalne
szerokie spodnie, albo takie sindbadowe. Ponieważ w długich
spódnicach można spotkać Cyganki i muzułmanki, to źle się tu
kojarzą. Bezrękawniki i dżinsy zarezerwowane są na wycieczkę do
miasta. Z resztą mężczyźni nie zakładają też nic krótkiego na
wsi, chyba że ktoś młody wraca z bardziej cywilizowanego zakątka
i nie patrząc na opinie innych ubiera rybaczki. Starsi panowie
chodzą bardzo elegancko odziani. Obowiązkowo koszula z długim
rękawem, kamizelka i materiałowe spodnie z krokiem w kolanie.
Jeżeli
chodzi o dzieci to jest większy luz. Widziałam małe dziewczynki w
ślicznych, wzorzystych materiałowych spodniach a'la sindbady, ale
też w krótkich dżinsowych szortach. Chłopaki biegają w
podkoszulkach i krótkich spodenkach. Kolorowo i bajkowo. Prawie jak
u nas. A do szkoły dzieci chodzą w uniformach.
Z
butami nie ma problemu. Klapki, japonki, sandały do wybory do koloru
oraz eleganckich butów pod dostatkiem w przystępnych cenach i
atrakcyjnych wzorach.
Tutaj
można zaopatrzyć się w piękne, długie suknie w przystępnych
cenach – bo popyt duży. Na każdą okazję typu zaręczyny,
2dniowy ślub, obrzezanie najbliższa rodzina (a szczególnie
kobiety) stroją się jak księżniczki. Zdarza się, że
towarzyszący im mężczyzna zakłada dżinsy i koszulkę polo, ale
jak musi być elegancki, to jest najczęściej w koszuli, kamizelce i
spodniach od garnituru. Za to dziewczynki wyglądają jak na wyborach
amerykańskich małych miss. Chłopaki pewnie z racji charakteru
rzadziej są w garniturkach i jak zakładałam Małemu Księciu
koszulę na wesela, to Duży Książę krzywił się, że to nie w
ich stylu. Raz nawet mały wylał na siebie wodę i musiałam
przebrać go w t-shirt, z czego mój mąż bardzo się cieszył. :D
Przy
okazji ostrzegam przed bazarowymi ciuszkami dla dzieci. Zdarza się,
że zrobione są z kiepskiej, źle przepuszczającej powietrze
bawełny i bardzo farbują. Bezwzględnie trzeba je wyprać przed
użyciem i to ze 2 razy. Ale ubranka z sieciówek mają bardzo dobrą
jakość, krój, materiał i wzory. Do tego są przystępne cenowo.
Ogólnie
bardzo podoba mi się ich styl ubierania. Wbrew pozorom nie jest
kiczowaty, ale elegancki. Dziewczyny potrafią się też wymalować i
uczesać.
Fot. Sieciówka DeFacto
niedziela, 23 września 2018
Kurdyjska przygoda – cz. IX Dziwne zwyczaje
Jedną
z przestróg przed mieszanymi związkami z książętami są różnice
kulturowe. Czy faktycznie tak wiele się różnimy? Zobaczmy:
-
Pierwsze, o co każdy pyta, to traktowanie kobiet. Jak pisałam
wcześniej wyznawczynie alewi nie noszą chust, ani nie muszą
zakrywać się od szyi po kostki. Ogólnie rzecz biorąc życie tutaj
przypomina mi wczesne lata 90te z odrobiną nowoczesnych technologii.
Na wsi faceci są od myślenia i ciężkich prac fizycznych, a kobity
od robót domowych i wsparcia na roli. W mieście sytuacja wygląda
nieco inaczej, bo kobiety pracują w bankach, sklepach, urzędach.
Obalam też stereotyp, jakoby mężczyźni nie zajmowali się swoimi
małymi dziećmi. Noszą, karmią, bawią się. Brat męża, jako że
nie ma pracy, siedzi z 2 letnią córką, sprząta, gotuje (i to
pysznie), a żona pracuje w szpitalu jako pielęgniarka. Jedynie,
faktycznie w pierwszej kolejności myśli się o tym, żeby to
mężczyzna (ale ten starszy) miał gdzie usiąść jako
pierwszy. Ale np. moja młoda szwagierka jest bardzo pyskata i
buntuje się, gdy ciągle coś od niej chcą. Do tego jest zła na
śluby między rodziną, bo ma po 4 palce u stóp. Poza tym nie
krępuje się pogadać o okresie, a wydaje mi się, że w jej wieku
był to dla mnie temat tabu, więc mam tutaj do czynienia z
postępowymi dziewczynami. ;)
-
Całowanie w rękę nie tylko kobiet. Ten zwyczaj mnie najbardziej
śmieszy i przypomina starodawne czasy, o których czytałam w
książkach. Najczęściej całuje się dłoń starszych osób i
przykłada ją potem do czoła. Ja się wyłamuję z tego zwyczaju,
ale można na tym zyskać, bo w święta powinno się dostać po tym
kasę. ;) Do tego jeżeli chodzi o powitania, to zazwyczaj całuje
się 2 razy w policzki i przytula 2 razy na skos. Nawet faceci,
którzy żyją w dobrych relacjach witają się przykładając sobie
boki czół do siebie też 2 razy.
-
Całowanie w policzek cudzych dzieci. U nas też to się zdarza, ale
tutaj to jest nagminne. Myślałam, że może dlatego, że większość
osób jest jakoś spokrewniona i żyją w bliskich relacjach, ale
koleżanka wysłała mi turecki plakat z małym wyszminkowanym
dzieckiem z hasłem „Nie całuj mnie!”. Mnie to bardzo denerwuje
i potem myję buzię Małego Księcia. Do tego często szczypie
się pieszczotliwie dzieci w policzek, czasem nawet mocno.
-
Mało dbają o higienę. Niestety muszę to napisać i nie dotyczy to
tylko wsi, chociaż wiem, że w polskich wioska jest podobnie
(koleżanka jak się przeprowadziła poza miasto, to się zdziwiła,
że tylko w soboty wieczorem są problemy z dostępnością wody).
Jak pracowałam w hotelu, to niektórzy tureccy animatorzy mając
dostęp do darmowej wody, środków czystości i pralki potrafili się
długo nie myć i nie prać i niestety od nich śmierdziało.
Oczywiście to nie reguła (mój mąż się wyłamał – nawet
rzucił raz pracę, bo współpracownicy się nie myli), ale od
czegoś się wzięło, że „turkish shower” to spryskiwanie się
z góry do dołu perfumami zamiast wodą z mydłem. Z drugiej zaś
strony przy odwiedzinach zawsze udostępniają wodę kolońską do
obmycia dłoni. Żeby usprawiedliwić wieś dodam, że zdarzały się
tutaj przerwy w dostępie wody. Teraz jest z tym lepiej, ale stare
nawyki ciężko zmienić. ;)
-
Wiadro zamiast prysznica. Jak już jestem przy temacie mycia, to
ciekawe jest, że mając nowoczesną łazienkę, nadal jak za dawnych
czasów myją się nalewając wodę do wiadra i polewając się z
małej miseczki. Wiem to dlatego, że jak ja biorę normalny prysznic
(one są tutaj zazwyczaj bezkabinowe), to jest dużo mniejszy rozrzut
wody. No i widzę, że wiadro było używane. ;)
-
Panuje tutaj duży kult złota. Na ślub, z okazji urodzin,
obrzezania dostaje się złoto. Zamężna kobieta chodzi cała w
złotych ozdobach. Dzieci dla odegnania „złego spojrzenia” mają
złote monety przypięte do bluzek. Fajny zwyczaj, jak się dostaje.
;)
-
Nazar - oko proroka. W domach, żeby odegnać „złe spojrzenie”
wieszają takie dziwne i raczej brzydkie ozdoby z okiem proroka i to
nie tylko na wsi. Nawet w pięknych, nowocześnie umeblowanych
mieszkaniach, ale faktycznie jak ktoś zobaczy takie bogactwo, a
potem spojrzy na to dziwo, to nie pozazdrości. ;)
-
Dla odegnania zła posypują człowieka dookoła solą. Fajnie, bo
sól zabija bakterie i odgania mrówki.
- Na
wsi raz na jakiś czas jeździ samochód rozpylający coś, co zabija
muchy. W pobliskim mieście podobno codziennie tak robią. Jeden pan
ze Stambułu nie wiedział, co to i wziął łyk takiego zadymionego
powietrza, a podobno to strasznie śmierdzi i aż zwymiotował... Ja
jak przyjeżdżają siedzę zamknięta z dzieckiem w pokoju. Nawet
pranie wcześniej zbieramy. Oczywiście nikt nigdy nie wie, kiedy
dokładnie ten syf będzie rozpylany.
-
Tego roku miałam nikłą przyjemność zobaczenia na czym polega
Kurbam bayrami. To taka jakby wigilia, tylko zamiast karpia zabija
się kózki i to nawet w miejskich ogródkach pod balkonami. Świętuję
się tym niezabicie Izaaka przez Abrahama. Problem polega na tym, że
te zwierzęta potrafią być przewożone w bagażnikach
samochodów osobowych, a niezjadane resztki zamiast do kontenerów
wyrzucane są w pole i przez dłużysz czas nie da się spokojnie
spacerować po okolicy.
-
Chleb do makaronu. To prawda, chleb tutaj je się ze wszystkim –
arbuzem, makaronem, ryżem i nawet bulgurem! Małym
dzieciom drobi się chleb do jogurtu. Niektórym już trzeba
wprowadzać dietę bezglutenową. Niestety mieszanka bezglutenowa do
wypieku chleba ze znanego marketu na bazie mąki ryżowej ma dodatek
cukru i oleju palmowego.
-
Są bardzo głośni. Czasem nie wiem kiedy się kłócą, a
kiedy normalnie rozmawiają. Na początku Mały Książę nie mógł
zasnąć w dzień przez hałasy z zewnątrz, ale teraz się
przyzwyczaił, chociaż nadal nie przebije tutejszych dzieci, koło
których można normalnie mówić jak śpią.
-
Nic nie planują. Może to zbyt duże uogólnienie, ale tutaj nawet
nie ma zegarka w domu. Czas sprawdzam na telefonie. Ale pomimo chaosu
wszystko ma swoją stałą porę. Złapałam się na tym, że
jak sprawdzałam po kolacji zegarek, to wskazywał mniej więcej tę
samą godzinę. Nie wiem też jak moja niepiśmienna teściowa to
robiła, że wiedziała, że musi obudzić mojego Księcia, jak
miał rano załatwienia w mieście i nie nastawiał budzika,
żeby nie obudzić dziecka.
-
Jeżdżą jak wariaci, w więcej osób niż przewiduje producent, bez
fotelików dla dzieci. Ma to też dobre strony, bo jeździmy 1
samochodem z rodziną szwagierki i się mieścimy. :D
-
Śmiecą i nie dbają o środowisko. Ich eko-świadomość jest na
takim poziomie, że ostatnio widziałam w „kompoście” rozbitą
żarówkę energooszczędną (tą z rtęcią), kury jedzące
wyrzucony styropian i plastik (butelki, worki, nakrętki) w ogrodzie,
a potem mówią, że jedzą „organik” winogrona, bo nie ze
sklepu.
- Edukacja jest na niskim poziomie. Nawet po studiach nie są zbyt bystrzy. Z językiem obcym też kiepsko mimo zaawansowanych podręczników. W niewielu domach widziałam książki, a wątpię, żeby korzystali z e-booków. Do tego stopnia nie ogarniają, że jak już się nauczą jakiegoś języka na emigracji, to mówią do mnie w nim, mimo że ja się go nigdy w życiu nie uczyłam i więcej rozumiem po turecku o czym oczywiście im mówiłam...
- Edukacja jest na niskim poziomie. Nawet po studiach nie są zbyt bystrzy. Z językiem obcym też kiepsko mimo zaawansowanych podręczników. W niewielu domach widziałam książki, a wątpię, żeby korzystali z e-booków. Do tego stopnia nie ogarniają, że jak już się nauczą jakiegoś języka na emigracji, to mówią do mnie w nim, mimo że ja się go nigdy w życiu nie uczyłam i więcej rozumiem po turecku o czym oczywiście im mówiłam...
-
Śpią na dachu, albo w przyczepie od traktora, śpią całymi
rodzinami w jednym pokoju. Kiedyś wieczorem zadzwoniłam do
ówczesnego mojego narzeczonego, a on na to, że nie możemy
rozmawiać, bo tato śpi. Okazało się, że w zimie w tym pokoju, w
którym rezydował mój Książę jest najcieplej, a że teściu
chory, to wolał z nim spać niż z żoną. ;) Teraz mając do
dyspozycji 2 pokoje (w pozostałych dwóch jest graciarnia, ale na
upartego można spać) śpią we trójkę z 16letnią córką w 1
pokoju. Kiedy pierwszy raz tutaj przybyłam mój ówczesny chłopak
stwierdził, że może będę spać w 1 pokoju z siostrą, ale
rodzice okazali się bardziej postępowi i przygotowali nam pokój
razem. ;)
W
moim odczuciu nie różnimy się aż tak, żeby nie dało się tego
zaakceptować. Do tego mój Książę kilka lat spędził w dużych
miastach, wśród Europejczyków i poznał inne życie. Na pewno
byłoby mi lepiej ze zrozumieć co się dzieje, co będziemy robić,
gdybym znała dobrze język. Oni są dla mnie bardzo mili i pomocni
na tyle na, ile jesteśmy w stanie się dogadać.
Etykiety:
alewi,
bayram,
ekologia,
jedzenie,
kobieta,
kobiety,
kurbam bayrami,
Kurdowie,
planowanie,
różnice,
spanie,
święto,
zwyczaje,
życie codzienne
sobota, 22 września 2018
Księżniczka 3 – cd. Radosa nowina
Opisując
historię Tiny zapomniałam, że jednym z powodów rozstania oprócz
wiary było wojsko.
Tutaj służba trwa rok lub pół (jeżeli ma się
pracę, albo studiuje). To jest na tyle poważna sprawa, że jak mój
Książę wrócił szczęśliwie po odbytej służbie, świętowano
zabijając i zjadając biedną kózkę. Wojsko jest bardzo ciężkie
i niektórzy nie wytrzymują psychicznie. Do tego mają ograniczony
kontakt z bliskimi. Tina uznała, że ten związek nie ma szans na
przetrwanie i kiedy przedostatnio rozmawiałyśmy, to stanęło na
tym, że nie są już razem.
Mimo
tego Księżniczka nadal podejmowała pracę w Turcji, ale już nie
jako animatorka, tylko rezydentka. Minęło 2 lata, a ja na Inściku
widzę zdjęcia pierścionków. Potem u Księcia na Fb widzę
rodzinny obiad z Tiną. Okazało się, że wrócili do siebie.
Rodzice zaakceptowali innowiercę, bo Książę uparł się, że nie
chce żadnej innej. Teściowie poznali się wzajemnie i
prawdopodobnie ślub odbędzie się w przyszłym roku. Prawdziwa
miłość pokonała próbę czasu. :)
Znam
jeszcze kilka historii z happy endem, ale o nich później.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




