wtorek, 27 października 2026

Co roku to samo, czyli dlaczego w Turcji zapytałam AI o obrzezanie i co z tego wynikło

Jak co roku, podczas naszych wakacji u teściów w Turcji, w powietrzu zaczął krążyć ten sam, dobrze mi znany temat: obrzezanie synów.
Dla rodziny mojego męża - i w ogóle w tutejszej kulturze - to temat tak naturalny, jak pójście dziecka do szkoły czy pierwsze zęby. Co ciekawe, moi teściowie absolutnie nie są ortodoksyjni. Nie uświadczysz u nich codziennych modlitw, chodzenia do meczetu czy chust na głowach kobiet. Ich duchowość to raczej mieszanka tradycji, szacunku do lokalnych miejsc pamięci (ziyaret) i magii ludowej - sypania soli przeciwko "złemu oku" (nazar).
W tym roku postanowiłam nie ograniczać się do powtarzania znanych sloganów o tradycji i higienie. Postanowiłam wziąć ten temat na chłodno i porozmawiać o faktach z AI, zadając pytania z perspektywy psychologii, historii i współczesnej medycyny. Chciałam zrozumieć "drugie dno" tego procederu - nie tylko w kontekście fizycznym, ale też relacyjnym i społecznym.
Dwa tygodnie wyjęte z życiorysu: jak naprawdę wygląda "świętowanie"
Niedawno w bliskiej rodzinie mojego męża obrzezano dzieci. Miał być festyn, radość i dumne miny. Rzeczywistość? Przez dwa tygodnie od zabiegu praktycznie nie byliśmy w stanie się z nimi spotkać.
Oglądanie tego z boku rozrywa serce i kompletnie obala mit "prostego, higienicznego zabiegu". Pierwsze 3 dni po zejściu znieczulenia to dla malucha czysty horror: silny obrzęk, zaczerwienienie, ciągły pulsacyjny ból i chodzenie z szeroko rozstawionymi nogami, bo każdy dotyk materiału wywołuje płacz. Najgorszy jest jednak moment oddawania moczu - kiedy kwas styka się ze świeżą raną, dzieci po prostu krzyczą z przerażenia i zaczynają wstrzymywać mocz.
Do tego dochodzi 1-2 tygodnie tzw. nadwrażliwości mechanicznej. Żołądź, która od urodzenia była schowana i chroniona przez napletek, nagle zostaje odsłonięta. Każdy dotyk majtek czy pieluchy jest odbierany jak ukłucie igłą. Pełne zagojenie i rogowacenie naskórka (czyli fizyczna utrata naturalnej wrażliwości) trwa nawet do półtora miesiąca.
Słysząc o cierpiących maluchach, utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że chroniąc moich półkurdyjskich synów przed tym rytuałem, daję im najlepszy możliwy prezent: prawo do integracji cielesnej i oszczędzenie bezsensownego cierpienia.

Rozmawiając z AI, postanowiłam poruszyć kwestie, które od dawna obserwuję w relacjach polsko-tureckich i kurdyjskich (a o których ciągle czytam też na grupach dyskusyjnych dla kobiet w związkach z mężczyznami ze Wschodu).
1. Mit "robienia prawdziwego mężczyzny" a emocjonalny regres
W kulturze Bliskiego Wschodu powtarza się, że obrzezanie robi z chłopca "twardziela". A jak jest w praktyce? Biologicznie usuwa się najbardziej czułą, erogenną i unikalną męską tkankę. Ale to nie wszystko.
W socjologii i psychologii od lat bada się zjawisko specyficznej nadekspresji emocjonalnej u mężczyzn z tych kręgów. Z zachodniego punktu widzenia to, co miało tworzyć "maczo", często skutkuje brakiem emocjonalnej samokontroli, skłonnością do histerii i ogromną zależnościami od matek. Matki wychowują synów jak małe bóstwa, usuwając z nich odpowiedzialność domową, a jednocześnie pozwalają na zadanie im traumy pod postacią zabiegu. W efekcie powstaje dorosły mężczyzna, który na zewnątrz udaje twardziela, ale prywatnie bywa bezradny, niesamodzielny i emocjonalnie niedojrzały.
2. Podświadoma uraza do kobiet i dramat chorobliwej zazdrości
To był dla mnie największy przełom w rozumieniu dynamiki bliskowschodnich związków. Zastanawiałam się, dlaczego w tych kulturach tak powszechny jest brak szacunku do kobiet, połączony z chorobliwą zazdrością i potrzebą kontroli.
Psychologia głębi i psychohistoria wskazują na porażający mechanizm:
Pierwotna zdrada: Dla 4- czy 6-letniego chłopca matka to absolutny gwarant bezpieczeństwa. Podczas obrzezania matka nie tylko go nie chroni, ale często sama trzyma go za ręce lub legitymizuje ten ból. Z punktu widzenia dziecięcej psychiki jest to głęboka, nieuświadomiona zdrada.
Rozszczepienie i wyparcie: Dziecko nie może nienawidzić matki, bo od niej zależy jego przeżycie. Wy wypiera więc ten gniew i tworzy kult "świętej matki" (stąd na Wschodzie matka jest nietykalna, a żona traktowana znacznie gorzej).
Przeniesienie na inne kobiety: Stłumiony, gigantyczny żal za odbranie części ciała i brak ochrony zostaje w dorosłym życiu przeniesiony na żony i partnerki. Lęk przed ponownym zranieniem przez kobietę rodzi potrzebę dominacji, zakazów, sprawdzania i chorobliwej zazdrości. Kontrola nad kobietą staje się podświadomą tarczą obronną dorosłego mężczyzny przed traumą z dzieciństwa.
Podsumowanie
Obrzezanie to nie jest kwestia czystości ani higieny - w XXI wieku, w Europie, przy bieżącej wodzie i antybiotykach, ten argument po prostu nie istnieje. To przestarzały rytuał plemienny, napędzany lękiem przed wykluczeniem ze stada oraz psychologicznym mechanizmem racjonalizacji ("skoro mi to zrobili, to znaczy, że było dobre").
Dzisiejsza wiedza medyczna i psychologiczna daje matkom, pełne prawo do powiedzenia "stop" i ochrony dzieci przed bezsensowną traumą.


Trochę źródeł:
https://www.cirp.org/library/psych/goldman1/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/14736587/
https://www.cirp.org/library/psych/cansever/

sobota, 26 września 2020

Książę 3 - (nie)doświadczony


Ta historia dotyczy kolegi z dzieciństwa mojego męża (nazwijmy go Niedoświadczonym), którego poznałam najpierw w ich wiosce, a później pracowaliśmy w tym samym hotelu i widywaliśmy się prawie codziennie przez 3 miesiące. Zdarzenia dotyczą niedalekiej przeszłości i na początku chciałam je opisać w następnym roku, gdy wszystko dobrze się rozwiążę, ale niestety zakończyło się dość szybko i tragicznie, więc postanowiłam ku przestrodze innych Księżniczek zabrać się wcześniej do pracy.
Niedoświadczony to niski, ale dobrze zbudowany brunet lat około 26, oczywiście wyglądający na dużo więcej szczególnie z delikatnym zarostem, w eleganckim kelnerskim uniformie. Nie jest w moim typie i ma kilka mankamentów, ale mimo tego podoba się kobietom i kojarzę, że radnkował w moim sezonie. Poza tym ma bardzo porywczy charakter. Został wyrzucony z pracy za bójkę z innym kelnerem.
Dość dobrze go poznałam, bo często wieczorami jeździliśmy razem serwisowym autobusem i czekał ze mną, żebym mogła się bezpiecznie spotkać z moim Księciem, który pracował dalej od nas i dojeżdżał później. W stosunku do mnie był bardzo w porządku. Słuchaliśmy polskiej muzyki, którą lubił i znał od turystów. Podpytywałam go też o rodzinne strony mojego narzeczonego i tak nam schodził czas. Będąc w Polsce zamieniałam z nim kurtuazyjnie parę zdań, gdy zdzwaniał się z mężem na Fb.

Pewnego, ciepłego wieczora, kiedy mogłam spokojnie sprawdzić Messengera, bo Mały Książę już słodko spał, a ja jeszcze nie padałam na twarz, otrzymałam dziwną wiadomość od obcej kobiety z prośbą o kontakt. Komunikat brzmiał dość dramatycznie, więc zrozumiałam, że to coś poważnego i zaczęłam sprawdzać, co to za osoba. Jedynym wspólnym znajomym był właśnie Niedoświadczony. Pierwsze co zrobiłam, to napisałam do niego, o co chodzi. On od razu odpisał, żebym zablokowała tą Panią. Ja oczywiście go nie posłuchałam i nawiązałam kontakt z tajemniczą nieznajomą Niebieskooką Blondynką, a nawet spotkaliśmy się przed naszym wylotem i mąż stwierdził, że bardzo pasują do siebie z Niedoświadczonym.
Szybko okazało się, że Księżniczka jest w ciąży z księciem kelnerem, o czym on nie wiedział i zaczął w międzyczasie flirtować z inną Polką Szatynką. Żeby było śmieszniej - namiary na tę dziewczynę dał mu mój mąż, a w pierwszym spotkaniu z Niebieskooką Blondynką pomagałam ja tłumacząc jakiś miesiąc wcześniej z angielskiego na Polski, gdzie mają się spotkać poza hotelem...
Polka Szatynka od mojego męża była klientką z kebaba, gdzie pracował mój Książę, którą zostawił chłopak, po którym bardzo rozpaczała i potrzebowała odskoczni, więc mój mąż nie wiedząc, że Niedoświadczony się z kimś na poważnie spotyka dał im na siebie namiary. Kiedy zaczęli intensywniej korespondować, to rzadziej odpisywał Niebieskookiej Blondynce, która zorientowała się, że dodał kogoś nowego do znajomych na Fb i napisała najpierw do mnie, a później do Polki Szatynki, co jest na rzeczy. Razem zaczęły podpuszczać Niedoświadczonego i jak wyszło na jaw, że nie jest uczciwy wpadł w furię obwiniając Niebieskooką Blondynkę, że uknuła intrygę. Zreflektował się, gdy się okazało, że będzie ojcem i spotkali się ponownie w realu, żeby wyjaśnić sobie wszystko w 4 oczy.
To były miłe 4 dni. Wziął nawet dodatkowe wolne. Przygotował romantyczną kolację. Zadzwonił do rodziny na wsi przedstawić swoją nową dziewczynę, ale o dziecku nie wspomniał. Poprzednio spotkali się 2 razy, więc nie była to jednorazowa wakacyjna przygoda. Dla jasności, to Niedoświadczony nalegał na randki i oszukał Księżniczkę sporo zawyżając swój wiek, ponieważ ona była od niego starsza i wcale nie poszukiwała przygód. Mówią, że miłość nie wybiera, ale gdyby od początku wiedziała, ile książę naprawdę ma lat, nawet by z nim nie rozmawiała, bo ma córkę niewiele od niego młodszą, do tego piastuje menedżerskie stanowisko w dużej korporacji, więc nie potrzebowała skandalu.
Książę wyczuł, że ma do czynienia z majętną kobietą, a wisi nad nim kredyt, więc kontynuował flirt na Fb podsycając uczucie, dlatego po niespełna miesiącu od pierwszego spotkania Księżniczka wróciła do niego. Bardzo się zaangażowała, a on nie dawał o sobie zapomnieć. Ponadto był miły i opiekuńczy, a ona po przejściach ze swoim ex-mężem tego potrzebowała. Trafił na podatny grunt. Opowiadał, że on wierzy w tylko 1 prawdziwą miłość na całe życie, a do tego myślał, że w takim wieku kobieta nie może zajść w ciążę... Ocieplał wizerunek Kurdów i mieszanych związków pokazując mój przykład, dzięki czemu Niebieskooka Blondynka wiedziała, jak mnie znaleźć (ale czuję do niego złość, że posługuje się moim wizerunkiem przy podrywaniu Polek, bo działa to bardzo sugestywnie). Po trzecim spotkaniu planował już zmianę samochodu Księżniczki, bo mu się kolor i marka nie podobały. A za wysłane na ratę kredytu taty pieniądze kupił trochę alkoholu na „pępkówkę” i wyrobił sobie paszport. Zlikwidował swoje konto na Fb, ale najprawdopodobniej po to, żeby nie musieć dawać tam wspólnych z Księżniczką zdjęć.
Wydawało się, że wszystko zaczyna się układać i może dobrze by się skończyło, gdyby nie różnica wieku, wykształcenia i wybuchowe temperamenty obojga. Taką partnerkę trudno przywieźć do konserwatywnej wioski i przedstawić osobiście rodzicom i sąsiadom. A u Księżniczki po wpadce z Polką Szatynką zaczęły się podejrzenia i awantury o każdą niejasną chwilę milczenia i donosy o rzekomych randkach z turystkami od poznanych pracowników hotelu. Ciągły stres, bariera językowa, upór spowodowały, że Księżniczka wpadła na pomysł przetestowania szczerości uczuć księcia i udała, że poroniła. Książę po tej nowinie przestał się odzywać, a później gdy kłamstwo wyszło na jaw, wściekł się, zablokował niedoszłą żonę we wszystkich aplikacjach, ale po jakimś czasie zmiękł i zaczął nalegać na to, żeby usunęła ciążę (nie zna oczywiście polskiego prawa, a w Turcji aborcja jest legalna bez żadnych powodów do 3-ciego miesiąca...) i że zrobią kolejne, lepsze dziecko, bo to najadło się zbyt dużo stresu...
Księżniczka z tych wszystkich nerwów w końcu naprawdę poroniła, ale nie przesłała księciu zdjęcia wypisu ze szpitala, o który tym razem nauczony doświadczeniem poprosił, więc do tej pory żyje w niepewności. 
Bardzo mi przykro, że tak to się skończyło. Księżniczka była gotowa wychowywać dziecko sama i naprawdę cieszyła się z tej ciąży, bo też mocno zakochała się w Niedoświadczonym. Jestem też pewna, że książę pokochał to dzieciątko. Zaczął nawet kupować ubranka i świętował ze znajomymi tę nowinę. Z drugiej strony obawiał się reakcji rodziny, ponieważ ciąża przed ślubem do tego z dużo starszą rozwódka nie jest tutaj mile widziana, chociaż na pewno wszystko by się ułożyło, bo syn jego wujka (sołtysa wsi) przetarł szlaki w podobny sposób. Nie wiadomo jakby było w Polsce. Rasizm się nasila, do tego najbliższe otoczenie również mogłoby łatwo nie zaakceptować takiego mezaliansu.
Trudno mi powiedzieć, czy to co się stało, to wszystko wina księcia. Kelnerzy to w większości proste chłopaki z wiosek. Ledwo kończą podstawówkę i jak tylko uda im się wyrwać z domu zachłystują się bardziej „zachodnim” życiem w nadmorskich kurortach. Pierwszy raz na żywo widzą na co dzień skąpo odziane dziewczyny, a swój „pierwszy raz” odbywają z prostytutkami. Potem nabierają śmiałości do spotkań z turystkami, a te bardzo często przybywają tutaj tylko w tym celu. A książęta, szczególnie pochodzenia kurdyjskiego, bez prawdziwej ojczyzny, marzą o wyrwaniu się z tego pozornego raju. Ich alternatywa to praca dokąd się da za najniższą krajową (asker maaşı) plus napiwki albo uprawa tytoniu i ślub z wybraną przez rodziców panną, często jakąś kuzynką. Do tego Niedoświadczony nie jest wybitnie bystry. Słabo mówi po angielsku (chociaż wydaje mu się, że jest poliglotą), a po tylu latach pracy kelnera nie awansował nigdy nawet na team leadera. Na tyle na ile poznałam go i to środowisko, nie wydaje mi się, żeby działał wyrachowanie. Z jakiegoś powodu to właśnie tę Niebieskooką Blondynkę poderwał i nagiął fakty, a nie inne turystyki, które były w tym czasie w hotelu.


środa, 26 września 2018

Kurdyjska przygoda – cz. XII Turecka robota

Patrząc na to jak wykańczane są mieszkania, stwierdzam, że Turcy powinni zajmować się tylko gotowaniem.

Piękne wnętrza pełne przepychu i muzealnego artyzmu kryją w sobie masę niedoróbek. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda solidnie, ale jak już człowiek widział niejedno takie cudo, to zaczyna dostrzegać mankamenty.

Zacznę od początku na podstawie nowiutkiego mieszkania kuzynów.
Przedpokój - oczywiście z jasnym dywanem, który nie jest wystarczająco duży i się ślizga. Drzwi do pomieszczeń domykają się z trudem, a do kuchni w ogóle się nie zamykają.
Kuchnia – też ma jasny dywan, ale nie na całej szerokości, ukryte za drzwiczkami szafek pralka i zmywarka zostają zdradzone przez brak cokołu. To zbyt sprytne, żeby np. zrobić dłuższe drzwiczki...
Toaleta – tutaj w pierwszym pomieszczeniu z umywalką też leży dywanik, ogólnie nie ma się do czego przyczepić. Niestety tureckie kibelki nawet jak mają klapkę i tak czuć, ale wg mnie są bardziej fizjologiczne od europejskich.
Łazienka – w tym mieszkaniu nie mają dywanu w łazience, ale w innym widziałam takie cuda, :D za to europejska muszla klozetowa niezbyt zadbana, ponieważ nie umieją jej dobrze doczyścić.

Pozostałe pokoje to najczęściej:
pokój z poduszkami, na których się siedzi jak przychodzą goście,
pokój telewizyjny z kanapami, gdzie i tak wszyscy siadają na podłodze,
salon z pięknymi meblami jak z wystawy sklepowej, który wygląda na nieużywany,
sypialnia, gdzie wielkie łoże nie ma skrzyni na pościel pod materacem, bo po co tyle śrubek wkręcać, lepiej umieścić ją obok i zmarnować trochę miejsca.

A miejsca pod dostatkiem, bo tureckie mieszkania dla rodzin mają minimum 80mkw. I są dużo tańsze niż w Polsce, ale o trwałości trudno powiedzieć. Tutaj bywają trzęsienia ziemi, więc może dlatego nie przejmują się tak jak u nas. ;)

W wiejskich domach na niedociągnięcia łatwiej przymknąć oko. Ale dlaczego gdy malowali pokoje, zaschnięta farba jest wszędzie? Na wieszaku na ubrania, którego nie zdjęto ani nie zabezpieczono dokładnie, na podłodze i schodach, na zamku, przez co nie można przesunąć zasuwki. A gdy woda zaczęła ciurkiem ciec z dziurki w kranie, wymiana zajęła tydzień, a ja co noc zbierałam 2 garnki wody...

Fot. Salon

wtorek, 25 września 2018

Kurdyjska przygoda – cz. XI Świętowanie

Na wsi gdzie uprawa wyznacza rytm życia dzień świąteczny niewiele różni się od zwykłego. W tym roku miałam okazję pierwszy raz „uczestniczyć” w kilku świętach, które są ruchome.

Fot. Świąteczny sierpień

Najważniejsze i najbardziej znane świętowanie niezabicia Izaak przez Abrahama wiążę się z ubojem kóz. Dzieci cieszą się jakby to była czekolada, a ja powiedziałam, że po powrocie do własnej kuchni przechodzę na kontrolowany wegetarianizm.

Biedna kózka oderwana od stada, przywiązana do drzewa spędziła u nas noc. Dobrze, że ją łaskawie nakarmili i napoili, bo było gorąco. Rano ubili, podzielili mięso i ugotowali zupę, czyli wodę z solą i mięsem (czasem dodają cebulę i zjadają ją potem ze smakiem).
Świętowanie trwa 4 dni, w ciągu których spotyka się rodzina. W pierwszy dzień rozdawali sobie cukierki i życzyli wesołych świąt całując się w policzki. Banki, urzędy, poczta i większe sklepy są pozamykane, więc warto się zorientować przylatując tutaj, kiedy będą utrudnienia.

Oprócz kozy nic specjalnego się tutaj nie gotuje ani piecze, za to niedawno nie wiem z jakiej dokładnie okazji robili zupę z bulguru, ciecierzycy, mleka, orzechów i specjalnego syropu z winogron i potem chodzili między sąsiadami rozdając swój wyrób. Cyganie wykorzystują tę sytuację i zbierają po domach tę zupę. Podobno po godz. 19 się wtedy nic nie je, ale tutaj tego nie przestrzegają.

W międzyczasie było święto polityczne związane z Ataturkiem, podczas którego jeden z sąsiadów wyszedł na dach oddać kilka strzałów w powietrze. Broń ma tutaj każdy w domu i wykorzystuje najczęściej do strzelania na weselach.

Dziś również ubito jedną kózkę i przyjechała najbliższa rodzina (z 20 osób, żeby ją zjeść). W ten sposób wujek dziękował za poprawę stanu zdrowia nowo narodzonego wnuka. Gdy mój mąż szczęśliwie wrócił z wojska, też tak się cieszyli. Tylko czemu kosztem biednych kózek? Przy okazji dodam, że 1 kg takiego mięsa w markecie to ok. 45 TRL, a kiedy zabija się pod domem, to wychodzi ok. 20 TRL/kg. Poza tym to mięso jest naprawdę zdrowe. Taka koza bezstresowo pasie się na łąkach i o ile nie zje plastiku, to raczej nie jest faszerowana żadnymi chemicznymi cudami typu: antybiotyki czy hormony.

Jeżeli chodzi o urodziny, to przy takiej ilości dzieci nie specjalnie się tym nikt przejmuje, chociaż zaraz po naszym przylocie zrobiono małą imprezkę córkom brata, które urodziły się w podobnym czasie. A na roczek córki drugiego brata zamówiono tort ze zdjęciem dziecka i przyszła najbliższa rodzina – czyli podobnie jak u nas.  

Fot. Urodzinki

poniedziałek, 24 września 2018

Kurdyjska przygoda – cz. X Moda

Turcja słynie z tekstyliów. Pamiętam jak moje babcie oprócz dywanów przywoziły mi tureckie dresiki. Do tej pory większość ubrań produkowana jest na miejscu. Ale nie chcę rozpisywać się na temat bazarów ani podróbek, tylko skupię się na codziennej modzie.

Jak pisałam wcześniej kobiety alewi nie noszą chust ani burek itp., ale starsze pani zakrywają siwiznę, odrosty i nieuczesanie chustkami, tak jak niektóre babcie u nas na wsiach. Jednak w razie niezałożenia chustki nikt nie czuje się zbulwersowany.
Na wsi nastolatki i młode kobiety noszą podkoszulki i specjalne szerokie spodnie, albo takie sindbadowe. Ponieważ w długich spódnicach można spotkać Cyganki i muzułmanki, to źle się tu kojarzą. Bezrękawniki i dżinsy zarezerwowane są na wycieczkę do miasta. Z resztą mężczyźni nie zakładają też nic krótkiego na wsi, chyba że ktoś młody wraca z bardziej cywilizowanego zakątka i nie patrząc na opinie innych ubiera rybaczki. Starsi panowie chodzą bardzo elegancko odziani. Obowiązkowo koszula z długim rękawem, kamizelka i materiałowe spodnie z krokiem w kolanie.
Jeżeli chodzi o dzieci to jest większy luz. Widziałam małe dziewczynki w ślicznych, wzorzystych materiałowych spodniach a'la sindbady, ale też w krótkich dżinsowych szortach. Chłopaki biegają w podkoszulkach i krótkich spodenkach. Kolorowo i bajkowo. Prawie jak u nas. A do szkoły dzieci chodzą w uniformach.
Z butami nie ma problemu. Klapki, japonki, sandały do wybory do koloru oraz eleganckich butów pod dostatkiem w przystępnych cenach i atrakcyjnych wzorach.

Tutaj można zaopatrzyć się w piękne, długie suknie w przystępnych cenach – bo popyt duży. Na każdą okazję typu zaręczyny, 2dniowy ślub, obrzezanie najbliższa rodzina (a szczególnie kobiety) stroją się jak księżniczki. Zdarza się, że towarzyszący im mężczyzna zakłada dżinsy i koszulkę polo, ale jak musi być elegancki, to jest najczęściej w koszuli, kamizelce i spodniach od garnituru. Za to dziewczynki wyglądają jak na wyborach amerykańskich małych miss. Chłopaki pewnie z racji charakteru rzadziej są w garniturkach i jak zakładałam Małemu Księciu koszulę na wesela, to Duży Książę krzywił się, że to nie w ich stylu. Raz nawet mały wylał na siebie wodę i musiałam przebrać go w t-shirt, z czego mój mąż bardzo się cieszył. :D

Przy okazji ostrzegam przed bazarowymi ciuszkami dla dzieci. Zdarza się, że zrobione są z kiepskiej, źle przepuszczającej powietrze bawełny i bardzo farbują. Bezwzględnie trzeba je wyprać przed użyciem i to ze 2 razy. Ale ubranka z sieciówek mają bardzo dobrą jakość, krój, materiał i wzory. Do tego są przystępne cenowo.

Ogólnie bardzo podoba mi się ich styl ubierania. Wbrew pozorom nie jest kiczowaty, ale elegancki. Dziewczyny potrafią się też wymalować i uczesać.


Fot. Sieciówka DeFacto

niedziela, 23 września 2018

Kurdyjska przygoda – cz. IX Dziwne zwyczaje

Jedną z przestróg przed mieszanymi związkami z książętami są różnice kulturowe. Czy faktycznie tak wiele się różnimy? Zobaczmy:

- Pierwsze, o co każdy pyta, to traktowanie kobiet. Jak pisałam wcześniej wyznawczynie alewi nie noszą chust, ani nie muszą zakrywać się od szyi po kostki. Ogólnie rzecz biorąc życie tutaj przypomina mi wczesne lata 90te z odrobiną nowoczesnych technologii. Na wsi faceci są od myślenia i ciężkich prac fizycznych, a kobity od robót domowych i wsparcia na roli. W mieście sytuacja wygląda nieco inaczej, bo kobiety pracują w bankach, sklepach, urzędach. Obalam też stereotyp, jakoby mężczyźni nie zajmowali się swoimi małymi dziećmi. Noszą, karmią, bawią się. Brat męża, jako że nie ma pracy, siedzi z 2 letnią córką, sprząta, gotuje (i to pysznie), a żona pracuje w szpitalu jako pielęgniarka. Jedynie, faktycznie w pierwszej kolejności myśli się o tym, żeby to mężczyzna (ale ten starszy) miał gdzie usiąść jako pierwszy. Ale np. moja młoda szwagierka jest bardzo pyskata i buntuje się, gdy ciągle coś od niej chcą. Do tego jest zła na śluby między rodziną, bo ma po 4 palce u stóp. Poza tym nie krępuje się pogadać o okresie, a wydaje mi się, że w jej wieku był to dla mnie temat tabu, więc mam tutaj do czynienia z postępowymi dziewczynami. ;)
- Całowanie w rękę nie tylko kobiet. Ten zwyczaj mnie najbardziej śmieszy i przypomina starodawne czasy, o których czytałam w książkach. Najczęściej całuje się dłoń starszych osób i przykłada ją potem do czoła. Ja się wyłamuję z tego zwyczaju, ale można na tym zyskać, bo w święta powinno się dostać po tym kasę. ;) Do tego jeżeli chodzi o powitania, to zazwyczaj całuje się 2 razy w policzki i przytula 2 razy na skos. Nawet faceci, którzy żyją w dobrych relacjach witają się przykładając sobie boki czół do siebie też 2 razy.
- Całowanie w policzek cudzych dzieci. U nas też to się zdarza, ale tutaj to jest nagminne. Myślałam, że może dlatego, że większość osób jest jakoś spokrewniona i żyją w bliskich relacjach, ale koleżanka wysłała mi turecki plakat z małym wyszminkowanym dzieckiem z hasłem „Nie całuj mnie!”. Mnie to bardzo denerwuje i potem myję buzię Małego Księcia. Do tego często szczypie się pieszczotliwie dzieci w policzek, czasem nawet mocno.
- Mało dbają o higienę. Niestety muszę to napisać i nie dotyczy to tylko wsi, chociaż wiem, że w polskich wioska jest podobnie (koleżanka jak się przeprowadziła poza miasto, to się zdziwiła, że tylko w soboty wieczorem są problemy z dostępnością wody). Jak pracowałam w hotelu, to niektórzy tureccy animatorzy mając dostęp do darmowej wody, środków czystości i pralki potrafili się długo nie myć i nie prać i niestety od nich śmierdziało. Oczywiście to nie reguła (mój mąż się wyłamał – nawet rzucił raz pracę, bo współpracownicy się nie myli), ale od czegoś się wzięło, że „turkish shower” to spryskiwanie się z góry do dołu perfumami zamiast wodą z mydłem. Z drugiej zaś strony przy odwiedzinach zawsze udostępniają wodę kolońską do obmycia dłoni. Żeby usprawiedliwić wieś dodam, że zdarzały się tutaj przerwy w dostępie wody. Teraz jest z tym lepiej, ale stare nawyki ciężko zmienić. ;)
- Wiadro zamiast prysznica. Jak już jestem przy temacie mycia, to ciekawe jest, że mając nowoczesną łazienkę, nadal jak za dawnych czasów myją się nalewając wodę do wiadra i polewając się z małej miseczki. Wiem to dlatego, że jak ja biorę normalny prysznic (one są tutaj zazwyczaj bezkabinowe), to jest dużo mniejszy rozrzut wody. No i widzę, że wiadro było używane. ;)
- Panuje tutaj duży kult złota. Na ślub, z okazji urodzin, obrzezania dostaje się złoto. Zamężna kobieta chodzi cała w złotych ozdobach. Dzieci dla odegnania „złego spojrzenia” mają złote monety przypięte do bluzek. Fajny zwyczaj, jak się dostaje. ;)
- Nazar - oko proroka. W domach, żeby odegnać „złe spojrzenie” wieszają takie dziwne i raczej brzydkie ozdoby z okiem proroka i to nie tylko na wsi. Nawet w pięknych, nowocześnie umeblowanych mieszkaniach, ale faktycznie jak ktoś zobaczy takie bogactwo, a potem spojrzy na to dziwo, to nie pozazdrości. ;)
- Dla odegnania zła posypują człowieka dookoła solą. Fajnie, bo sól zabija bakterie i odgania mrówki.
- Na wsi raz na jakiś czas jeździ samochód rozpylający coś, co zabija muchy. W pobliskim mieście podobno codziennie tak robią. Jeden pan ze Stambułu nie wiedział, co to i wziął łyk takiego zadymionego powietrza, a podobno to strasznie śmierdzi i aż zwymiotował... Ja jak przyjeżdżają siedzę zamknięta z dzieckiem w pokoju. Nawet pranie wcześniej zbieramy. Oczywiście nikt nigdy nie wie, kiedy dokładnie ten syf będzie rozpylany.
- Tego roku miałam nikłą przyjemność zobaczenia na czym polega Kurbam bayrami. To taka jakby wigilia, tylko zamiast karpia zabija się kózki i to nawet w miejskich ogródkach pod balkonami. Świętuję się tym niezabicie Izaaka przez Abrahama. Problem polega na tym, że te zwierzęta potrafią być przewożone w bagażnikach samochodów osobowych, a niezjadane resztki zamiast do kontenerów wyrzucane są w pole i przez dłużysz czas nie da się spokojnie spacerować po okolicy.
- Chleb do makaronu. To prawda, chleb tutaj je się ze wszystkim – arbuzem, makaronem, ryżem i nawet bulgurem! Małym dzieciom drobi się chleb do jogurtu. Niektórym już trzeba wprowadzać dietę bezglutenową. Niestety mieszanka bezglutenowa do wypieku chleba ze znanego marketu na bazie mąki ryżowej ma dodatek cukru i oleju palmowego.
- Są bardzo głośni. Czasem nie wiem kiedy się kłócą, a kiedy normalnie rozmawiają. Na początku Mały Książę nie mógł zasnąć w dzień przez hałasy z zewnątrz, ale teraz się przyzwyczaił, chociaż nadal nie przebije tutejszych dzieci, koło których można normalnie mówić jak śpią.
- Nic nie planują. Może to zbyt duże uogólnienie, ale tutaj nawet nie ma zegarka w domu. Czas sprawdzam na telefonie. Ale pomimo chaosu wszystko ma swoją stałą porę. Złapałam się na tym, że jak sprawdzałam po kolacji zegarek, to wskazywał mniej więcej tę samą godzinę. Nie wiem też jak moja niepiśmienna teściowa to robiła, że wiedziała, że musi obudzić mojego Księcia, jak miał rano załatwienia w mieście i nie nastawiał budzika, żeby nie obudzić dziecka.
- Jeżdżą jak wariaci, w więcej osób niż przewiduje producent, bez fotelików dla dzieci. Ma to też dobre strony, bo jeździmy 1 samochodem z rodziną szwagierki i się mieścimy. :D
- Śmiecą i nie dbają o środowisko. Ich eko-świadomość jest na takim poziomie, że ostatnio widziałam w „kompoście” rozbitą żarówkę energooszczędną (tą z rtęcią), kury jedzące wyrzucony styropian i plastik (butelki, worki, nakrętki) w ogrodzie, a potem mówią, że jedzą „organik” winogrona, bo nie ze sklepu.
- Edukacja jest na niskim poziomie. Nawet po studiach nie są zbyt bystrzy. Z językiem obcym też kiepsko mimo zaawansowanych podręczników. W niewielu domach widziałam książki, a wątpię, żeby korzystali z e-booków. Do tego stopnia nie ogarniają, że jak już się nauczą jakiegoś języka na emigracji, to mówią do mnie w nim, mimo że ja się go nigdy w życiu nie uczyłam i więcej rozumiem po turecku o czym oczywiście im mówiłam...
- Śpią na dachu, albo w przyczepie od traktora, śpią całymi rodzinami w jednym pokoju. Kiedyś wieczorem zadzwoniłam do ówczesnego mojego narzeczonego, a on na to, że nie możemy rozmawiać, bo tato śpi. Okazało się, że w zimie w tym pokoju, w którym rezydował mój Książę jest najcieplej, a że teściu chory, to wolał z nim spać niż z żoną. ;) Teraz mając do dyspozycji 2 pokoje (w pozostałych dwóch jest graciarnia, ale na upartego można spać) śpią we trójkę z 16letnią córką w 1 pokoju. Kiedy pierwszy raz tutaj przybyłam mój ówczesny chłopak stwierdził, że może będę spać w 1 pokoju z siostrą, ale rodzice okazali się bardziej postępowi i przygotowali nam pokój razem. ;)

W moim odczuciu nie różnimy się aż tak, żeby nie dało się tego zaakceptować. Do tego mój Książę kilka lat spędził w dużych miastach, wśród Europejczyków i poznał inne życie. Na pewno byłoby mi lepiej ze zrozumieć co się dzieje, co będziemy robić, gdybym znała dobrze język. Oni są dla mnie bardzo mili i pomocni na tyle na, ile jesteśmy w stanie się dogadać.


sobota, 22 września 2018

Księżniczka 3 – cd. Radosa nowina

Opisując historię Tiny zapomniałam, że jednym z powodów rozstania oprócz wiary było wojsko. 
Tutaj służba trwa rok lub pół (jeżeli ma się pracę, albo studiuje). To jest na tyle poważna sprawa, że jak mój Książę wrócił szczęśliwie po odbytej służbie, świętowano zabijając i zjadając biedną kózkę. Wojsko jest bardzo ciężkie i niektórzy nie wytrzymują psychicznie. Do tego mają ograniczony kontakt z bliskimi. Tina uznała, że ten związek nie ma szans na przetrwanie i kiedy przedostatnio rozmawiałyśmy, to stanęło na tym, że nie są już razem.
Mimo tego Księżniczka nadal podejmowała pracę w Turcji, ale już nie jako animatorka, tylko rezydentka. Minęło 2 lata, a ja na Inściku widzę zdjęcia pierścionków. Potem u Księcia na Fb widzę rodzinny obiad z Tiną. Okazało się, że wrócili do siebie. Rodzice zaakceptowali innowiercę, bo Książę uparł się, że nie chce żadnej innej. Teściowie poznali się wzajemnie i prawdopodobnie ślub odbędzie się w przyszłym roku. Prawdziwa miłość pokonała próbę czasu. :)
Znam jeszcze kilka historii z happy endem, ale o nich później.