Jak co roku, podczas naszych wakacji u teściów w Turcji, w powietrzu zaczął krążyć ten sam, dobrze mi znany temat: obrzezanie synów.
Dla rodziny mojego męża - i w ogóle w tutejszej kulturze - to temat tak naturalny, jak pójście dziecka do szkoły czy pierwsze zęby. Co ciekawe, moi teściowie absolutnie nie są ortodoksyjni. Nie uświadczysz u nich codziennych modlitw, chodzenia do meczetu czy chust na głowach kobiet. Ich duchowość to raczej mieszanka tradycji, szacunku do lokalnych miejsc pamięci (ziyaret) i magii ludowej - sypania soli przeciwko "złemu oku" (nazar).
W tym roku postanowiłam nie ograniczać się do powtarzania znanych sloganów o tradycji i higienie. Postanowiłam wziąć ten temat na chłodno i porozmawiać o faktach z AI, zadając pytania z perspektywy psychologii, historii i współczesnej medycyny. Chciałam zrozumieć "drugie dno" tego procederu - nie tylko w kontekście fizycznym, ale też relacyjnym i społecznym.
Dwa tygodnie wyjęte z życiorysu: jak naprawdę wygląda "świętowanie"
Niedawno w bliskiej rodzinie mojego męża obrzezano dzieci. Miał być festyn, radość i dumne miny. Rzeczywistość? Przez dwa tygodnie od zabiegu praktycznie nie byliśmy w stanie się z nimi spotkać.
Oglądanie tego z boku rozrywa serce i kompletnie obala mit "prostego, higienicznego zabiegu". Pierwsze 3 dni po zejściu znieczulenia to dla malucha czysty horror: silny obrzęk, zaczerwienienie, ciągły pulsacyjny ból i chodzenie z szeroko rozstawionymi nogami, bo każdy dotyk materiału wywołuje płacz. Najgorszy jest jednak moment oddawania moczu - kiedy kwas styka się ze świeżą raną, dzieci po prostu krzyczą z przerażenia i zaczynają wstrzymywać mocz.
Do tego dochodzi 1-2 tygodnie tzw. nadwrażliwości mechanicznej. Żołądź, która od urodzenia była schowana i chroniona przez napletek, nagle zostaje odsłonięta. Każdy dotyk majtek czy pieluchy jest odbierany jak ukłucie igłą. Pełne zagojenie i rogowacenie naskórka (czyli fizyczna utrata naturalnej wrażliwości) trwa nawet do półtora miesiąca.
Słysząc o cierpiących maluchach, utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że chroniąc moich półkurdyjskich synów przed tym rytuałem, daję im najlepszy możliwy prezent: prawo do integracji cielesnej i oszczędzenie bezsensownego cierpienia.
Rozmawiając z AI, postanowiłam poruszyć kwestie, które od dawna obserwuję w relacjach polsko-tureckich i kurdyjskich (a o których ciągle czytam też na grupach dyskusyjnych dla kobiet w związkach z mężczyznami ze Wschodu).
1. Mit "robienia prawdziwego mężczyzny" a emocjonalny regres
W kulturze Bliskiego Wschodu powtarza się, że obrzezanie robi z chłopca "twardziela". A jak jest w praktyce? Biologicznie usuwa się najbardziej czułą, erogenną i unikalną męską tkankę. Ale to nie wszystko.
W socjologii i psychologii od lat bada się zjawisko specyficznej nadekspresji emocjonalnej u mężczyzn z tych kręgów. Z zachodniego punktu widzenia to, co miało tworzyć "maczo", często skutkuje brakiem emocjonalnej samokontroli, skłonnością do histerii i ogromną zależnościami od matek. Matki wychowują synów jak małe bóstwa, usuwając z nich odpowiedzialność domową, a jednocześnie pozwalają na zadanie im traumy pod postacią zabiegu. W efekcie powstaje dorosły mężczyzna, który na zewnątrz udaje twardziela, ale prywatnie bywa bezradny, niesamodzielny i emocjonalnie niedojrzały.
2. Podświadoma uraza do kobiet i dramat chorobliwej zazdrości
To był dla mnie największy przełom w rozumieniu dynamiki bliskowschodnich związków. Zastanawiałam się, dlaczego w tych kulturach tak powszechny jest brak szacunku do kobiet, połączony z chorobliwą zazdrością i potrzebą kontroli.
Psychologia głębi i psychohistoria wskazują na porażający mechanizm:
Pierwotna zdrada: Dla 4- czy 6-letniego chłopca matka to absolutny gwarant bezpieczeństwa. Podczas obrzezania matka nie tylko go nie chroni, ale często sama trzyma go za ręce lub legitymizuje ten ból. Z punktu widzenia dziecięcej psychiki jest to głęboka, nieuświadomiona zdrada.
Rozszczepienie i wyparcie: Dziecko nie może nienawidzić matki, bo od niej zależy jego przeżycie. Wy wypiera więc ten gniew i tworzy kult "świętej matki" (stąd na Wschodzie matka jest nietykalna, a żona traktowana znacznie gorzej).
Przeniesienie na inne kobiety: Stłumiony, gigantyczny żal za odbranie części ciała i brak ochrony zostaje w dorosłym życiu przeniesiony na żony i partnerki. Lęk przed ponownym zranieniem przez kobietę rodzi potrzebę dominacji, zakazów, sprawdzania i chorobliwej zazdrości. Kontrola nad kobietą staje się podświadomą tarczą obronną dorosłego mężczyzny przed traumą z dzieciństwa.
Podsumowanie
Obrzezanie to nie jest kwestia czystości ani higieny - w XXI wieku, w Europie, przy bieżącej wodzie i antybiotykach, ten argument po prostu nie istnieje. To przestarzały rytuał plemienny, napędzany lękiem przed wykluczeniem ze stada oraz psychologicznym mechanizmem racjonalizacji ("skoro mi to zrobili, to znaczy, że było dobre").
Dzisiejsza wiedza medyczna i psychologiczna daje matkom, pełne prawo do powiedzenia "stop" i ochrony dzieci przed bezsensowną traumą.
Trochę źródeł:
https://www.cirp.org/library/psych/goldman1/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/14736587/
https://www.cirp.org/library/psych/cansever/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz